List nr 6 : Jak to jest z tą teorią systemów? (emocjonalnie)

Wersja in statu nacsendi czyli w trakcie narodzin



1. Drogi Czytelniku, wyobraź sobie, że dano Ci do wypełnienia ankietę z szeregiem standardowych pytań typu: płeć?, zawód?, czy palisz?, jaka narodowość?, czy jesteś debilem? – jak zareagowałbyś na ostatnie pytanie? Zdziwienie, oburzenie? Mówią o nas, Polakach, że jesteśmy pozbawieni humoru, że wszystkie żarty bierzemy do siebie i się obrażamy. A przecież nie ma najmniejszego powodu do obrażenia – to pytanie można sformułować fachowo czyli, czy iloraz twojej inteligencji mieści się w zakresie 55 do 70, a więc odpowiada inteligencji dwunastolatka? Debil to fachowy termin psychiatryczny z pierwszej połowy dwudziestego wieku zanim nie trafił do mowy potocznej. A teraz moje pytanie: czy dwunastolatek jest debilem, lub inaczej, co różni dwunastolatka od debila? Odpowiem tak, dwunastolatek jest świadom swojej niedojrzałości i konieczności uczenia się od starszych i mądrzejszych a debil to człowiek świadom swojej dojrzałości i swojego oglądu świata.

Kiedy debil rozmawia z człowiekiem mądrzejszym od siebie i słyszy rzeczy których nie może objąć swoim umysłem wówczas myśli, że jego rozmówca myli się lub próbuje go oszukać. Debil "wie swoje", a próby przekonania utwierdzają go jedynie we wcześniej powziętym mniemaniu. A teraz moje drugie pytanie: jeżeli rozmawiam z człowiekiem o inteligencji przeciętnej lub nawet ponadprzeciętnej i mówię o rzeczach prawdziwych, ale nie pasujących do światopoglądu rozmówcy, to dlaczego nie chce przyjąć życzliwie moich informacji i argumentów? Czy jest debilem, bo przecież reaguje jak debil? Dlaczego nie poprosi mnie o dodatkowe informacje tylko reaguje (zazwyczaj): ja tego nie przyjmuję! Czyż mogę nie traktować go jak debila?

Drogi Czytelniku, czy pamiętasz kto pierwszy powiedział: ja tego nie przyjmuję? Abyś długo nie głowił się, podpowiem, był to Lucyfer. Gdy dowiedział się, że Syn Boży ma się wcielić w najnędzniejsze z inteligentnych stworzeń, w człowieka, tak właśnie zareagował - ja tego nie kupuję! To tę właśnie reakcję nazywamy kwintesencją pychy: punkt widzenia siebie jako pępka świata, jako miarę mądrości. Nie jest pychą zadzieranie nosa lub obnoszenie się ze swoją wyższością, natomiast jest pychą nie przyjmowanie informacji które mogłyby nas do czegoś zobowiązywać, do okazywania naszej uległości i poddania się innej osobie.

Dlaczego o tym piszę? Bo debil nie ponosi odpowiedzialności za swoje poglądy, a człowiek pyszny tak. Nie wolno uznawać własnych poglądów za właściwsze jeśli do oceny nie użyjemy miarki zewnętrznej - sumienia. Natomiast kształtowanie sumienia jest zdradą Boga, wolno nam je jedynie oczyszczać, bo sumienie to Boży rylec do kształtowania naszych poglądów.

Jest jeszcze jeden problem, który w związku z tym muszę poruszyć, a mianowicie: czy możemy ludzi ograniczonych umysłowo uznać za zdrowych na umyśle. W życiu codziennym jasno rozgraniczamy ludzi chorych i inwalidów. Człowieka chorego możemy wyleczyć, zaś inwalida to człowiek zdrowy, choć nie tak sprawny jak człowiek "normalny". Właśnie słowo norma mówi jaka granica nie może być przekroczona aby można uznać go za normalnego. Debil jest człowiekiem normalnym, choć o ograniczonej inteligencji, zatem wszędzie tam, gdzie inteligencja nie jest czynnikiem krytycznym, nie możemy traktować go jako inwalidy. Debil nie jest chorym umysłowo.

Kiedy pytam racjonalistę czy wierzy w duchy, odpowiada mi, że oczywiście nie wierzy, ale gdy pytam go, czy nasza nauka odkryła już wszystko odpowiada: oczywiście, że nie! Gdy pytam dalej o możliwość odkrycia w przyszłości takich form materii, jakich dzisiaj nie potrafią wykryć nawet najsubtelniejsze metody naukowe, przeważnie słyszę, że takie odkrycia są w przyszłości pewne, bo na przykład na wyjaśnienie naukowe czekają takie oczywiste fenomeny jak różdżkarstwo. Ale gdy pytam, czy te niewykrywalne dzisiaj formy materii nie są formami duchowymi słyszę: absolutnie nie! Duchowość jest związana z religią a nie z nauką. Jednym słowem są dwa rodzaje wiary: naukowa i religijna, i nie mają ze sobą nic wspólnego. I tak rodzi się pytanie: czy pycha obniża inteligencję (bo że ogranicza, to pewne), lub inaczej, jak odróżnić człowieka zachowującego się jak debil od debila?



2. To pytanie pochodzi z kręgu kultury amerykańskiej gdzie konstytucję traktuje się śmiertelnie poważnie, w przeciwieństwie do Biblii (dlatego konstytucję napisałem z dużej litery). W Polsce ani Biblii ani konstytucji nie traktuje się zbyt serio dlatego pytanie ma wydźwięk raczej śmieszny niż dramatyczny, a jednak powoduje konsternację. Istota problemu jaki pojawia się przy postawieniu tego pytania to kogo jesteś gotów wyprzeć się? Pytanie pozornie banalne, ale zadane publicznie, w obecności większego gremium, nawet w żartobliwym tonie, jest pytaniem o deklarację wiary, bo przecież jest twardą alternatywą. No więc, Czytelniku, na co zgodzisz się napluć?

A teraz nieco spokojniej, czy widziałeś ostatnio film Mela Gibsona Przełęcz ocalonych? Film porusza problem odmowy wzięcia do ręki broni ze względów religijnych. Kto z nas nie weźmie do ręki broni gdy zagrożona będzie nasza rodzina, nasza ojczyzna, nasza wiara? Przecież to NASZ OBOWIĄZEK! A pierwsi chrześcijanie woleli wejść na arenę i zginąć niż podnieść rękę na inne dziecko boże. Czyżbyśmy przez dwa tysiące lat niczego nie zrozumieli?



3. W komentarzu do 8 rozdziału Lorenza napisałem słowa, które chciałbym tu przytoczyć:

Słowo dusza pojawiło się w Biblii, a szczególnego znaczenia nadał mu Jezus tłumacząc swym uczniom, że mają o nią troszczyć się jako o nieśmiertelną część swojego ja. Ciało umiera ale dusza nie umiera razem z nim jednak duszę może zabić grzech. W tym kontekście przeżywane ja i dusza to zupełnie dwie różne sprawy. Interes ciała ze swoim ja i interes duszy znalazły się w opozycji. O jedno troszczyć się należało z uwzględnieniem sił ziemskich (władza fizyczna), o drugie uwzględniając imperatywy sił duchowych (wymagania religii). W zależności od tego jaki był ich udział i wpływy tych władz na człowieka w kulturze, zmieniała się cywilizacja do jakiej należał."

To podkreślenie dwóch sił jakie mają nad człowiekiem władzę prowadzi do rozróżnienia cywilizacji, co rewelacyjnie uczynił Feliks Koneczny, mnie tutaj interesuje inny aspekt tej dwoistości - osobniczy. O ile różny układ tych dwóch sił prowadzi do powstania różnych cywilizacji, to pojedynczy człowiek w każdym swym czynie podejmując decyzję deklaruje się albo po stronie moralności albo korzyści. Jego intencja określa wartość czynu.

Zauważmy, że w sądzie nie znamy intencji sędziego wydającego wyrok a jedynie przesłanki jakimi się kierował. Sędzia może wskazać dowolne powody i prawa, które wziął za podstawę werdyktu, dlatego po ogłoszeniu sentencji spodziewamy się objaśnienia czyli "uzasadnienia faktycznego". Swedenborg wspomina, że altruisty i człowieka wierzącego nie da się rozróżnić po czynach, dopiero wiara w słowa Boga czyli w to czy mamy "w sobie", nieśmiertelną duszę o którą mamy dbać, pozwala rozróżnić motywy nami kierujące. Jeżeli przez grzech uśmiercamy tę duszę to kim jesteśmy? Czy "dobry człowiek", ten altruista jest naprawdę człowiekiem? Iarganie (list 58) twierdzą, że nie:

Nie, błędem jest myśleć, że Człowiek rozwinął się od zwierzęcia. Zwieńczeniem rozwoju było inteligentne zwierzę, które było prawie takie samo jak człowiek, poza jego wyrazem twarzy. To stworzenie było oddzielone od człowieka przez barierę nie do przebycia, ponieważ zwierzę nie może nigdy stać się człowiekiem. Nieważne jak długo trwałby rozwój, ono nigdy nie mogłoby stać się człowiekiem - z Bożego wyroku. Rzeczywista różnica między człowiekiem a zwierzęciem to indywidualna moc stwórcza, Boski talent w człowieku; i ten talent czyni go zdolnym do zmiany oblicza ziemi i podbicia wszystkich istot żywych...

Jednym słowem Człowiek po popełnieniu grzechu ciężkiego przestaje być człowiekiem stając się inteligentnym zwierzęciem. Podoba mi się takie rozróżnienie terminologiczne.



4. W naszych sądach, które ostatnio produkują wyroki w oparciu o literę prawa a nie szukają sprawiedliwości, sędziowie z zasady stosują rozumowanie dedukcyjne. Poniekąd zmusza ich do tego zasada domniemania niewinności: jeśli oskarżonemu nie udowodni się winy, jest niewinny. Jednak w systemie czyli tam gdzie obserwuje się skutki działań a nie szuka dowodów winy, obowiązuje zasada: drzewo poznaje się po owocach. Przechodząc do rzeczy: jeśli widzę nad głową białe smugi chemtrailsów co do których wszyscy podejrzewają, że są szkodliwe i nic pewnego na ten temat nikt nie wie - to znaczy, że prawdą są informacje o ich szkodliwości a winę za to ponosi prezydent. Przecież gdyby były pożyteczne to trąbiłyby o tym wszystkie media a prezydent przypisałby sobie zasługę. Skoro jest inaczej to znaczy, że rzeczywiście są szkodliwe a prezydent na to pozwala, zatem ponosi za chemtrailsy odpowiedzialność. Wniosek: rozstrzelać prezydenta jako wroga narodu! Tylko proszę, nie traktuj mnie Czytelniku jako tego kto pierwszy rzucił kamieniem.
(Podobno prezydent Trump w październiku 2019 roku zakazał chemtrailsów u siebie - może i u nas znikną?...)



5. Skoro już jesteśmy przy odpowiedzialności to spytajmy do jakiego stopnia premier odpowiada za stworzenie zagrożenia upadku państwa? Nie mówię o upadku, tylko o stworzeniu zagrożenia. To jest tak jak w rodzinie, gdy ojciec bierze wszystkie pieniądze na życie i stawia je w hazardowej grze licząc, że mu się uda i "uszczęśliwi" rodzinę, a w dodatku nie mówi, że to hazard tylko świetna inwestycja. I tak jak poprzednio spójrzmy na sprawę nie z dedukcyjnego punktu widzenia tylko indukcyjnego czyli nie wykażemy premierowi winy tylko każemy udowodnić, że jest niewinny - bo wszystkie przesłanki wskazują na jego winę. Zacząć trzeba od pytania o stopień ryzyka czyli od którego momentu ciocia Klara głaszcząc kota zaczyna go zagłaskiwać. Czy istnieje "obiektywna" granica tego typu? Ile człowiek uczciwy musi ukraść aby nazwano go złodziejem, lub co takiego musi zrobić złodziej by nazwano go na powrót człowiekiem uczciwym? To nie są retoryczne pytania tylko fundamentalne pytanie o stosowaną przez nas miarę wartości czynu i odpowiedzialności za niego przed innymi. Chodzi mi o nasz dług publiczny czyli życie obecnych władz na kredyt, który wszyscy za chwilę będziemy musieli spłacić z powodu finansowego krachu państwa.

Czyny, które dotąd premier popełniał typu kradzież OFE, zawłaszczenie lasów, czy przesunięcie marginesu bezpieczeństwa długu publicznego, miały publiczną aprobatę bezmyślnych Polaków jednak obawy trzeźwej reszty narodu zmieniły się ostatnio w strach, a to znak, że premier przekroczył próg akceptowalnego ryzyka. (W tym miejscu chcę przypomnieć, że o ile dla niekatolika zagrożenie życia związane jest z ciałem o tyle dla katolika zagrożenie życia to obawa o życie duszy, a zagrożenia dla życia duszy nazywamy zgorszeniami. Jezus wyraźnie mówi, że nie ma jak ich uniknąć ale najmniejszą karą dla tych którzy je przynoszą jest utopienie.) Zatem wzięcie nowych krdytów za granicą i obiecanie Narodowi, że teraz to one na pewno przyniosą zyski, które jest najzwyklejszym przerzuceniem odpowiedzialności za sprowadzenie zagrożeń na naiwne społeczeństwo (no bo jeśli nie odniesiemy sukcesu to ono jest winne), czyż nie powinien być ukarany umocowaniem premierowi u szyi kamienia młyńskiego i wrzucenie do morza? I mam nadzieję, że Czytelnik zgodzi się ze mną, że duże zagrożenie finansowe i powodowany przez nie strach, jest potężnym zagrożeniem dla Duszy.



6. Ta refleksja jest wynikiem pomyłki jaką popełniłem wpisując w googlach działających w trybie graficznym słowo manara. Naraz przypomniałam sobie wszystko: Manara to włoski rysownik komiksów, który do perfekcji opanował rysowanie orgazmu. Moją córę fascynowały przygody komiksowego Thorgala rysowanego przez Rosińskiego, co było powodem częstych moich wizyt w komiksiarni, gdzie na półce przyciągały wzrok twarze dziewczyn od Manary, piękne, seksowne i obowiązkowo z wyrazem erotycznego upojenia.

Patrząc teraz na obrazki w googlach przypomniałem sobie komentarz jakiegoś wielce szanownego znawcy sztuki, do rzeźby Berniniego Ekstaza św. Teresy. Określił wyraz twarzy świętej, jako typowy w czasie orgazmu! Wtedy mnie to nieco zirytowało a teraz zastanowiło. Czy to możliwe, że znawca sztuki zachodniej, człowiek uważający się za kulturalnego, może jako jedyne odniesienie do przeżyć duchowych mieć odniesienie do orgazmu? Czy maksimum naszych uniesień, naszych ekstaz, to szczytowanie w czasie stosunku? Chyba jednak dla niektórych, TAK!



7. Nasze wspaniałe społeczeństwo jest bardzo spostrzegawcze - zauważyło, że bardzo fajnie jest być we władzach. Każdych władzach. A już najlepsza fucha to być posłem: można robić wszystko, a nie odpowiada się dokładnie za nic, byle tylko nie dać się złapać na jakimś skandaliku. Dawniej władza była pod kreską bo komuna zrobiła ten błąd, że materializm odseparowała od spraw duchowych i z tego powodu miała kler przeciw sobie. Obecnie nam panujący kapitalizm nie jest taki głupi: Boga ma na sztandarach i... w nosie. Żaden ksiądz nie powie, że kapitalizm jest zły, tylko co najwyżej pojedynczy kapitalista. Kościół nie krytykuje władzy bo naruszyłby konkordat. Z ambony nie wolno krytykować czynów żadnego drania u władzy bo to naruszałoby rozdział władzy od Kościoła. (Jak to mówią żydzi: każdy kto wykaże nam, że czynimy zło, to antysemita!)

Zatem mam problem. Mówią mi, że mam pójść do urn i głosować, ale ja chciałbym tego posła, który w swoim programie zawnioskuje dwie rzeczy
- jawność wszystkich decyzji na stanowiskach we władzach społecznych (od gryzipiórka w urzędzie gminy, po premiera i prezydenta),
- odpowiedzialność (również materialną) za szkody spowodowane woluntaryzmem na stanowisku władzy.
Zapytam teraz kto jest głupszy: ja, który zagłosuję na władzę nie dającą się skontrolować i trzymającą mnie za gardło, czy też kandydat na posła, który fuchę-synekurę zamieni dobrowolnie na prawdziwą pracę?



8.Odpowiedź nieco rozszerzyła się i zmieniła w list 22.



9. Odpowiedź na to pytanie przeniosłem do uzupełnienia listu 28, tutaj jedynie dodam pewne moje spostrzeżenie. Jak wiesz Czytelniku, Sąd Najwyższy nie rozpatruje naszych spraw a jedynie poprawia błędy formalne sądów niższej instancji i to bardzo specyficzne, bo sąd niższej instancji mógł nie zrozumieć intencji ustawodawcy lub źle zastosować procedurę KPC. Sąd niższej instancji nigdy nie łamie prawa! Otóż przeglądając uzasadnienia wyroków SN spostrzegłem, że nie ma tam mowy o poprawianiu sędziów głupich, stronniczych czy po prostu złych - zawsze jest to "trudny kazus". Kruk krukowi oka nie wydziobie...



...
...  
...