William Bramley - Bogowie Edenu
Nr 28
AMERYKAŃSKI FENIKS
Gdy europejscy koloniści popłynęli do Ameryki Północnej, wraz z nimi
udały się tam organizacje związane z Bractwem. W roku 1694 grupa
europejskich przywódców różokrzyżowców założyła kolonię na terenie
obecnej Pensylwanii. Niektóre z ich malowniczych domów w Ephracie
zachowano do dziś jako turystyczną atrakcję.
Potem przyszli masoni. 5 czerwca 1730 roku książę Norfolk wysłał
Daniela Coxe'a z New Jersey z jedną z pierwszych misji masońskich,
której celem było założenie loży na terenie amerykańskich kolonii.
Został on jednocześnie mianowany lokalnym Wielkim Mistrzem Nowego
Jorku, New Jersey i Pensylwanii z mocą zakładania nowych lóż. Jedną z
najwcześniejszych oficjalnych kolonialnych lóż była loża założona przez
Henry'ego Price'a w Bostonie 31 sierpnia 1733 roku na podstawie
pełnomocnictwa angielskiej Wielkiej Loży Matki. Historyk masoński
Albert MacKey uważa, że loże na nowym kontynencie istniały
prawdopodobnie już wcześniej, lecz dotycząca ich dokumentacja zaginęła.
Wolnomularstwo rozprzestrzeniło się w amerykańskich koloniach bardzo
szybko, podobnie jak w Europie. Prawie wszystkie pierwsze loże założone
w koloniach brytyjskich powstały z inspiracji angielskiej Wielkiej Loży
Matki, zaś ich członkowie byli lojalnymi poddanymi brytyjskiej korony.
Anglicy nie byli jedynymi kolonizatorami Ameryki. Ich głównym
rywalem w Nowym Świecie byli Francuzi. Współzawodnictwo między tymi
dwiema nacjami wywoływało częste zatargi dotyczące granic. Ich
rezultatem były częste wojny, jak na przykład Wojna Królowej Anny z
pierwszej dekady osiemnastego wieku czy Wojna Króla Jerzego
zapoczątkowana w roku 1744. Nawet w okresach pokoju stosunki między obu
mocarstwami trudno było określić jako dobre.
Jednym z lojalnych oficerów brytyjskich służących w koloniach był
Jerzy Waszyngton, który w wieku 20 lat, 4 listopada 1752 roku, został
przyjęty w szeregi masonów. Członkiem loży pozostał do końca życia.
Mając 25 lat otrzymał pierwszy stopień oficerski armii brytyjskiej.
Mając 1,88 metra wzrostu i ważąc około 90 kilogramów był postacią,
która wywierała wrażenie swoim wyglądem.
Jednym z jego zadań była obserwacja francuskich oddziałów w
zapalnych rejonach granicznych. Zawarty w roku 1748 traktat
Aix-la-Chapelle zakończył Wojnę Króla Jerzego i przywrócił Francji
część terytoriów. Zarówno Anglia, jak i Francja zyskały na tej przerwie
w działaniach wojennych, ponieważ wprowadziły one oba państwa w stan
zadłużenia. Nawet inflacyjne papierowe pieniądze, których oba państwa
używały do opłacania wydatków wojennych, nie zapobiegły poważnym
kłopotom finansowym, do których wojny zawsze doprowadzają.
Pokój między nimi trwał niestety niespełna dziesięć lat. Zdaniem
niektórych historyków został on złamany przez Waszyngtona podczas
jednego z jego wojskowych wypadów w rejon doliny Ohio. Waszyngton i
jego ludzie zauważyli wówczas grupę francuskich żołnierzy i bez
ostrzeżenia otworzyli do nich na jego rozkaz ogień. Okazało się, że
żołnierze Waszyngtona zaatakowali grupę ambasadorów francuskich
podróżujących w towarzystwie zwyczajowej eskorty wojskowej. Francuzi
twierdzili później, że jechali na konferencję, której celem miało być
wyjaśnienie z Brytyjczykami pewnych spraw spornych zaistniałych w
rejonie Ohio. Waszyngton usprawiedliwiał swój atak, twierdząc, że
Francuzi „czaili się” i że ich powoływanie się na dyplomatyczny
immunitet było zwykłym wybiegiem. Jakakolwiek by nie była prawda,
Francuzi uważali, że stali się ofiarami nie sprowokowanej napaści. W
rezultacie wkrótce potem rozgorzała kolejna wojna francusko-brytyjska,
która przeniosła się również na Europę, gdzie nazwana została Wojną
Siedmioletnią.
Była to straszliwa wojna. Według Fryderyka Wielkiego zginęło w niej
853.000 żołnierzy i kilkaset tysięcy cywilów. Zarówno Anglia, jak i
Francja odniosły z jej powodu olbrzymie szkody ekonomiczne. Po jej
zakończeniu Anglia stanęła przed koniecznością zapłacenia, głównie
finansowym elitom, długu w wysokości 136 milionów funtów. Aby go
spłacić, angielski parlament nałożył na obywateli swojego kraju ogromne
podatki. Gdy obciążenie nimi okazało się zbyt wysokie, opodatkowano
również amerykańskie kolonie. Podatki te stały się wkrótce kością
niezgody między Anglią i kolonistami, którzy zaczęli się temu
przeciwstawiać.
Kolejną zmianą wywołaną przez tę wojnę było odejście Hanowerczyków
od polityki utrzymywania małej stałej armii w Brytanii. W rezultacie
nastąpił jej rozrost, który wywołał konieczność dalszego wzrostu
opodatkowania obywateli. Ponadto zaistniała potrzeba rozkwaterowania
około 6.000 brytyjskich żołnierzy w Ameryce, co często prowadziło do
naruszania prawa własności kolonistów i wywoływało dalszy wzrost
niezadowolenia w koloniach.
Czwartą niepomyślną konsekwencją wojny, zwłaszcza dla kolonistów,
było przystanie Anglii na żądania plemion indiańskich, które walczyły u
boku Francuzów z powodu grabienia ich ziem przez brytyjskich
kolonizatorów. Po zakończeniu wojny z Francuzami i Indianami Anglia
wydała w roku 1763 proklamację, na mocy której teren rozciągający się
między Appalachami i rzeką Mississippi nadany został Indianom. Poddanym
brytyjskim nie wolno było się na nim osiedlać bez zezwolenia Korony, co
drastycznie ograniczyło ekspansję na zachód.
Pierwszy nowy brytyjski podatek kolonialny wszedł w życie w roku 1764 i
znany był pod nazwą Prawa Cukrowego. Pobierany był od drewna, żywności,
rumu i melasy. W następnym roku nałożono nowy podatek zwany Opłatą
Stemplową, który miał iść na utrzymanie wojska w koloniach.
Wielu kolonistów sprzeciwiało się tym podatkom, a zwłaszcza
sposobowi, w jaki je zbierano. Na mocy brytyjskiego „nakazu pomocy”
urzędnicy celni mogli szukać importowanych bez tych opłat dóbr, gdzie
chcieli. Mieli oni prawie nieograniczone prawo rewizji i zajmowania
tych dóbr bez konieczności uprzedniego powiadamiania i przedstawiania
nakazu rewizji.
W październiku 1765 roku przedstawiciele dziewięciu kolonii spotkali
się na Kongresie Opłaty Stemplowej w Nowym Jorku, gdzie ogłosili
deklarację praw, w której wyrazili sprzeciw wobec podatków nałożonych
przez parlament brytyjski, w którym nie mieli swoich przedstawicieli.
Deklaracja wyrażała również sprzeciw wobec wyroków sądów brytyjskiej
admiralicji. Akcja ta odniosła częściowy sukces. W marcu 1766 roku,
pięć miesięcy po kongresie, Opłata Stemplowa została zniesiona.
Wbrew szczerym chęciom brytyjskiego parlamentu zmierzającego do
zaspokojenia niektórych żądań kolonistów, w koloniach zaczęły narastać
silne tendencje niepodległościowe. Kierowana przez Samuela Adamsa tajna
organizacja nosząca nazwę „Synowie Wolności” przystąpiła do stosowania
wobec Brytyjczyków przemocy o charakterze terrorystycznym. Paliła akta
sądowe brytyjskiej admiralicji i łupiła domy urzędników królewskich.
Kierowała także groźby pod adresem poborców podatkowych oraz innych
urzędników brytyjskich. Synowie Wolności organizowali ekonomiczny
bojkot namawiając kolonistów do wycofywania zamówień na brytyjskie
towary. Działania te uderzały w gospodarkę brytyjską, ponieważ kolonie
były dla niej ważnym rynkiem zbytu. Sprawiły, że Brytania po raz
kolejny ugięła się przed żądaniami kolonistów i zniosła wszystkie
podatki, z wyjątkiem cła na herbatę. Posunięcia te były już jednak
spóźnione, ponieważ rewolucyjne nastroje wzmogły się do tego stopnia,
że nie sposób było już je zahamować. Wkrótce potem wybuchły krwawe
zamieszki. 5 marca 1770 roku doszło do tak zwanej „masakry
bostońskiej”, w czasie której brytyjscy żołnierze otworzyli ogień do
protestującego tłumu zabijając pięć osób. Napięcie stale rosło i
tworzyło się coraz więcej tajnych organizacji. 14 października 1773
roku, trzy lata po bostońskiej masakrze, przebrani za Indian koloniści
wdarli się na pokłady brytyjskich statków zakotwiczonych w porcie
bostońskim i wyrzucili do wody większość znajdującego się na nich
ładunku, którym była herbata. Była to słynna „Bostońska bitwa o
herbatę”.
Te akty buntu stały się przyczyną nałożenia przez parlament
brytyjski sankcji handlowych na kolonistów, które dolały jedynie oliwy
od ognia. W roku 1774 grupa kolonialnych przywódców powołała do życia
Pierwszy Kontynentalny Kongres, którego zadaniem było protestowanie
przeciwko działaniom Brytyjczyków i nawoływanie do nieposłuszeństwa. W
marcu 1775 roku Patrick Henry wygłosił na zjeździe w Wirginii sławną
mowę, w czasie której powiedział: „Dajcie mi wolność albo mnie
zabijcie”. W niespełna miesiąc po tym przemówieniu wybuchła Amerykańska
Rewolucja zapoczątkowana bitwą o Concord, w której po stronie
kolonistów walczyła milicja, której członkowie nazywani byli „the
minute men”. W potyczce tej zginęło 8 kolonistów i 273 żołnierzy
brytyjskich. W czerwcu tego samego roku Jerzy Waszyngton, człowiek,
którego niektórzy historycy uważają za osobę, która dwie dekady
wcześniej wywołała tę lawinę wydarzeń w wyniku wydania rozkazu
strzelania do Francuzów w dolinie Ohio, został mianowany dowódcą nowej
kontynentalnej armii oberwańców.
Zdaniem historyków motywy ekonomiczne nie były jedynym motorem
działania amerykańskich rewolucjonistów. Dowodzą tego zdarzenia, które
nastąpiły po zniesieniu przez brytyjski parlament prawie wszystkich
nałożonych wcześniej podatków. Król Jerzy III, mimo iż był
Hanowerczykiem, był dość popularny wśród swoich poddanych i uważał się
początkowo za przyjaciela kolonistów. Ostre ataki trybunów
Amerykańskiej Rewolucji kierowane pod jego adresem bardzo go martwiły,
ponieważ były nieproporcjonalne do jego roli w sprawach, do których
koloniści zgłaszali pretensje. Większość tych ataków winna była być
raczej kierowana pod adresem parlamentu. To wskazuje, że za motywami
rewolucjonistów kryło się coś poważniejszego: ustanowienie nowego ładu
społecznego. Siłą napędową rewolucji były idee, które znacznie
wykraczały poza retoryczne spory z Koroną. Jedną z nich była idea
masonerii.
Almanach Who's Who Amerykańskiej Rewolucji jest niemal identyczny z almanachem Who's Who
amerykańskiej masonerii. Do wolnomularzy walczących po stronie
Rewolucji należeli tacy ludzie, jak Jerzy Waszyngton, Benjamin Franklin
(członek loży masońskiej od roku 1731), Alexander Hamilton, Richard
Montgomery, Henry Knox, James Madison i Partick Henry. Inni
rewolucjoniści, którzy oprócz Waszyngtona i Franklina byli również
wielkimi mistrzami masońskimi, to Paul Revere, John Hancock i James
Clinton. Według pułkownika LaVon P. Linna, autora artykułu
„Wolnomularze a obrona narodowa - 1754-1799”, na około 14.000 oficerów
wszystkich stopni armii kontynentalnej, 2.018 było masonami.
Reprezentowali oni 218 lóż. Stu z nich, to generałowie. Pułkownik Linn
stwierdza:
W naszych wszystkich wojnach, poczynając od Francusko-Indiańskiej i
Wojny o Niepodległość, nad polami bitew górują sylwetki oficerów,
którzy byli członkami masonerii.
Europa dodatkowo dostarczyła Amerykanom dwóch masonów o dużym
znaczeniu. Jednym z nich był przybyły z Niemiec baron von Steuben,
który przeistoczył oberwańców Waszyngtona w normalną, regularną armię.
Von Steuben był niemieckim masonem, który służył w armii pruskiej jako
doradca Fryderyka Wielkiego. W roku 1763, po zakończeniu Wojny
Siedmioletniej, został zdemobilizowany. W czasie gdy Benjamin Franklin
szukał we Francji odpowiedniego człowieka, von Steuben był kapitanem
pracującym w wojsku na pół etatu. Aby uzyskać akceptację Kongresu,
Franklin sfałszował jego dossier, podając, że jest on generałem. To
kłamstwo okazało się zbawienne dla armii kontynentalnej.
Drugim był markiz de La Fayette. La Fayette był bogatym francuskim arystokratą, który mając dwadzieścia kilka lat usłyszał w czasie służby w armii francuskiej o Rewolucji Amerykańskiej. Zafascynowany nią udał się do Ameryki, aby walczyć w jej obronie. W roku 1778, w czasie służby w armii kontynentalnej, wstąpił w szeregi masonów. Po zakończeniu wojny ujawnił, jak istotną rolę w dowództwie armii odgrywali masoni. W roku 1824, podczas swojego ostatniego pobytu w Ameryce, na zebraniu członków loży „Four of Wilmington” z Delaware powiedział:
Pewnego razu [służąc pod rozkazami generała Waszyngtona] nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że Generał jest do mnie uprzedzony. Podejrzenie to potwierdzał fakt, że nigdy nie powierzał mi dowództwa. Myśl ta stała się moją obsesją i powodowała, że czasami czułem się bardzo nieszczęśliwy. Po moim wstąpieniu do masonerii stosunek generała Waszyngtona do mnie zmienił się. Od tej chwili nigdy już nie miałem powodów do wątpienia w jego zaufanie do mnie. Wkrótce potem otrzymałem bardzo ważne dowództwo.
Jeśli weźmie się pod uwagę znaczącą rolę masonów w Amerykańskiej
Rewolucji[1], fakt, że
agitacja prorewolucyjna wychodziła bezpośrednio
z lóż, przestaje dziwić. Według pułkownika Linna słynna „Bostońska
bitwa o herbatę” była dziełem masonów, którzy udali się na tę akcję
prosto z siedziby swojej loży:
6 grudnia 1773 roku grupa przebrana za amerykańskich Indian
opuściła, jak się zdaje, Lożę Św. Andrzeja w Bostonie i udała się do
portu, gdzie wyrzuciła za burty trzech statków ładunek herbaty z Indii
Wschodnich. Loża Św. Andrzeja została tego dnia zamknięta bardzo
wcześnie „z powodu przybycia niewielu członków”.
W artykule „Anihilacja masonerii” Sven G. Lunden stwierdza,
że Loża Św. Andrzeja była wiodącą lożą w Bostonie. Ponadto dodaje:
We wciąż istniejącej księdze, w której notowano dzień po dniu
działalność loży, jest pusta karta, na której powinny znajdować się
zapisy dotyczące tego pamiętnego czwartku. Zamiast nich całą stronę
wypełnia duża litera T. Czyżby oznaczała ona herbatę?
W książce Sam Adams - pionier propagandy John C. Miller
przedstawia hierarchię antybrytyjskich ugrupowań, które odegrały ważną
rolę w tym konflikcie. Wbrew pozorom nie były to przypadkowe grupy
rozczarowanych kolonistów. Autor podkreśla szczególną rolę, jaką
odegrali w nich masoni:
Hierarchia ugrupowań została określona w czasie rządów Sama Adamsa w Bostonie: klasy najniższe - słudzy, murzyni i marynarze - podlegały zwierzchnictwu „grupy przełożonych składającej się ze stolarskich mistrzów masońskich miasta”; nad nimi z kolei znajdowała się grupa kupiecka i Synowie Wolności...
Loże masońskie nie były „spóźnionym gościem” ruchu rewolucyjnego.
Istnieją dowody, że to one były jego inicjatorem. Przynajmniej jedna z
nich zaangażowała się w agitację od samego początku. Listy i gazety i
początku dekady lat sześćdziesiątych XVIII wieku dowodzą, że Bostońskie
Towarzystwo Masońskie wzniecało antybrytyjskie nastroje już pod koniec
Wojny Siedmioletniej, czyli prawie dziesięć lat przed wybuchem
Rewolucji.
Bostońskie Towarzystwo Masońskie przegnało [gubernatora Thomasa] Hutchinsona i rząd królewski z ich miejsca spotkań w „Adjutant Trowel's Long Garret”, gdzie jak powiadają, wylęgło się więcej podżegania [namawiania do rewolty], paszkwili i sprośności niż we wszystkich pozostałych zakamarkach Grubstreet. Otis i jego masońscy bracia stali się tak napastliwi, że zdaniem Hutchinsona i jego przyjaciół błoto, którym obrzucali arystokrację, musieli chyba „czerpać na jarmarkach i w burdelach”.
Zastanawiające jest, jakim cudem loże amerykańskie stały się źródłem
buntu, skoro wszystkie one założone były na podstawie pełnomocnictwa
angielskiego systemu masońskiego, który jak pamiętamy, był
prohanowerski i zabraniał sporów politycznych w ramach lóż. Musimy
jednak pamiętać, że w latach sześćdziesiątych XVIII wieku
antyhanowerskie stopnie templariuszowskie zakorzeniły się mocno w
Europie i w tajemnicy przyjęte zostały przez wiele lóż w amerykańskich
koloniach. Na przykład bostońska Loża Św. Andrzeja, która była
inspiratorem „Bostońskiej bitwy o herbatę”, przyjęła stopnie
templariuszowskie już w sierpniu 1769 roku po zwróceniu się z prośbą do
Szkockiej Wielkiej Loży w Edynburgu o zgodę na ich wprowadzenie. Prośba
ta została wystosowana prawie dziesięć lat przed wybuchem Amerykańskiej
Rewolucji. Niektórzy templariusze byli nie tylko antyhanowerscy, ale
dążyli nawet do obalenia monarchii.
Wpływ filozofii masońskiej na Rewolucję Amerykańską widać wyraźnie po
symbolach, które jej przywódcy wybrali dla nowego narodu
amerykańskiego. Były to typowe symbole Bractwa i masonerii.
Do najważniejszych z nich należy pieczęć narodowa. Najwcześniejszą
jej wersję przedstawił w roku 1782 William Barton. W górnym prawym rogu
projektu Bartona znajduje się piramida ze ściętym wierzchołkiem, w
którego miejscu umieszczone jest trójkątne „wszystkowidzące oko Boga”
(„Oko Opatrzności”), które jak pamiętamy, było od dawna jednym z
najważniejszych symboli masońskich. Widać je nawet na fartuszkach
Jerzego Waszyngtona, Benjamina Franklina i innych
masonów-rewolucjonistów. Nad piramidą z okiem opatrzności usytuowane są
łacińskie słowa „Annuir Coepris”, co znaczy „On [Bóg] sprzyjał naszemu
poczęciu”, pod nią zaś: „Novus Ordo Sedorum”, czyli „Początek nowego
porządku wieków”. Ta dolna inskrypcja oznacza, że przywódcy Rewolucji
dążyli do szerokopojętych, uniwersalnych celów, które wybiegały daleko
poza doraźne potrzeby kolonistów. Widzieli oni konieczność zmiany
całego porządku społecznego, która zawarta była w Fama Fraternitis.
Piramida Bartona i towarzyszące jej łacińskie inskrypcje zostały wybrane ze względu na ich uniwersalność. Projekt ten jest do dzisiaj częścią Wielkiej Amerykańskiej Pieczęci, której wizerunek widnieje na rewersie jednodolarowego banknotu. Pozostała część projektu Bartona nie została przyjęta. W jego centrum znajduje się tarcza ze stojącymi po obu jej stronach postaciami dwóch ludzi. Na jej szczycie spoczywa feniks z rozpostartymi skrzydłami, zaś w jej środku mały feniks gorejący w ogniu. Jak wiemy, feniks jest symbolem używanym przez Bractwo od czasów starożytnego Egiptu. Został on przyjęty przez Ojców Założycieli jako symbol mający figurować na rewersie pierwszej oficjalnej pieczęci Stanów Zjednoczonych zaprojektowanej przez Charlesa Thompsona, przewodniczącego Kontynentalnego Kongresu.
Pierwsza matryca
Pieczęci Stanów Zjednoczonych przedstawia feniksa, ptaka o długiej
szyi, który trzyma w dziobie szarfę z napisem „E Pluribus Unum”, co
znaczy „spośród wielu, jeden”. Nad jego głową znajduje się trzynaście
gwiazd otoczonych chmurkami. W szponach jednej nogi trzyma wiązkę
strzał, w drugiej gałązkę oliwną. Niektórzy z powodu jego długiej szyi
mylą go z dzikim indykiem. Zarówno ten, jak i pozostałe atrybuty
feniksa wskazują jednak, że to właśnie on. Z matrycy tej zrezygnowano w
roku 1841 roku, kiedy to feniksa zastąpiono białym orłem będącym godłem
Ameryki.
Masoni wykorzystywali swoje braterskie więzi do poszerzania
politycznych i narodowych wpływów. Gdy wojna o niepodległość Ameryki
dobiegła końca, amerykańskie loże odłączyły się od Wielkiej Loży Matki
z Londynu i stworzyły własną niezależną Amerykańską Wielką Lożę, która
przyjęła system szkockich stopni. Dwie główne formy masonerii do dziś
istniejące w Stanach Zjednoczonych to Obrządek Yorski (wersja
oryginalnego Obrządku Angielskiego) oraz Obrządek Szkocki. Współczesny
Obrządek Yorski liczy ogółem dziesięć stopni, z których najwyższym jest
„Rycerski Templariusz”, natomiast Obrządek Szkocki - trzydzieści trzy
stopnie, z których część to stopnie rycerskie.
Również po zakończeniu Rewolucji masoneria miała ogromny wpływ na
amerykańską politykę. Niemal jedna trzecia prezydentów Ameryki była
masonami, z których większość należała do Obrządku Szkockiego.
[2]
Wpływy masonerii na amerykańską politykę nie ograniczały się wyłącznie
do prezydentów. Amerykański Senat i Izba Reprezentantów zawsze miały w
swoim gronie duży odsetek masonów. Według masońskich publikacji na
przykład w roku 1924 blisko 60 senatorów było masonami, co stanowiło
ponad 60 procent składu Senatu, z kolei w Izbie Reprezentantów było ich
ponad 290. Udział masonów w tych dwóch ciałach przedstawicielskich w
ostatnich latach zmniejszył się. W swojej reklamówce zatytułowanej
„Wolnomularstwo - sposób na życie” Wielka Loża Kalifornii podaje, że 97
Kongres (1981-1983) miał w swoich szeregach tylko 28 masonów w Senacie
i 78 w Izbie Reprezentantów. Jeśli nawet jest to istotny ubytek w
stosunku do lat dwudziestych, to i tak masoneria nadal posiada liczącą
się reprezentację w Senacie - ponad 25 procent członków tego ciała
ustawodawczego to wolnomularze.
Amerykańska Rewolucja była czymś więcej niż tylko lokalnym
powstaniem. Miała ona również wpływ na wiele innych narodów. Francja
uczestniczyła w przygotowaniach do niej na długo przed jej wybuchem.
Już w 1767 roku francuski minister spraw zagranicznych, książę
Choiseul, wysłał tajnych agentów do amerykańskich kolonii w celu
dokonania oceny nastrojów ich mieszkańców i ustalenia, jak silne są
nastroje rewolucyjne. Część agentów miała ponadto za zadanie sianie
zamętu i głoszenie antybrytyjskiej propagandy. W roku 1767 Benjamin
Franklin, który w tym czasie nie brał jeszcze pod uwagę wojskowej
konfrontacji z Anglią, oskarżał Francję o chęć rzucenia kości niezgody
między Brytanię i jej poddanych w amerykańskich koloniach. Po odejściu
Choiseula w roku 1770 jego następca, Comte de Vergennes, kontynuował tę
politykę i udzielał otwarcie wojskowej pomocy Amerykanom w czasie
trwania Wojny o Niepodległość.[3]
Król pruski Fryderyk Wielki był następnym władcą, który otwarcie
poparł amerykańskich rebeliantów. Był jednym z pierwszych europejskich
władców, którzy uznali Stany Zjednoczone jako niepodległy kraj. Posunął
się nawet do zamknięcia portów dla heskich najemników, którzy wysyłani
byli do walki z rewolucjonistami. Prawdopodobnie nigdy nie dowiemy się,
jak dalece był on zaangażowany w amerykańską sprawę. Nie ma
wątpliwości, że wielu kolonistów czuło się jego dłużnikami i uważało go
za jednego ze swoich duchowych przywódców. Wiele lat po Rewolucji
liczne amerykańskie loże masońskie przyjęły niektóre szkockie stopnie,
których stworzenie przypisuje się właśnie jemu. Pierwsza amerykańska
loża szkockiego obrządku, którą utworzono w Charleston w Południowej
Karolinie, wydała 10 października 1802 roku dokument stwierdzający, że
jej najwyższe stopnie autoryzował sam Fryderyk, którego nadal uważano
wówczas za głowę całego wolnomularstwa:
l maja 5786 [1786] roku Jego Wysokość Król Prus, który jako Wielki Mistrz Zakonu Księcia Królewskiej Tajemnicy [4] posiadł najwyższą władzę nad całym wolnomularstwem, ratyfikował Wielkie Zgromadzenie Trzydziestu Trzech Stopni, zwane Najwyższą Radą Suwerennych Wielkich Inspektorów Generalnych. W Nowej Konstytucji władza ta - przywództwo Jego Wysokości nad masonerią - została potwierdzona przez Najwyższą Radę Dziewięciu Braci każdego narodu, która posiada wszystkie masońskie uprawnienia na swoim obszarze.
Niektórzy uczeni przeczą tezie, że Fryderyk był pod koniec XVIII
wieku, aktywnym masonem. Uważają, że powołano się na niego jedynie po
to, aby nadać swojemu obrządkowi powagi. Być może mają rację.
Niewątpliwą prawdą zawartą w tym charlestońskim dokumencie jest
natomiast wzmianka o otwarcie głoszonej lojalności
wczesnoamerykańskiego Obrządku Szkockiego wobec niemieckich źródeł
masońskich zaraz po proklamowaniu amerykańskiej republiki.
Podczas gdy jedni niemieccy masoni popierali sprawę amerykańską,
inni pomagali Wielkiej Brytanii - i to z ogromnym zyskiem. Wielka
Brytania wynajęła prawie 30.000 żołnierzy od sześciu niemieckich
państw: Hesji-Kassel, Hesji-Hanau, Brunszwiku, Waldecku,
Anspach-Bayreuthu i Anhalt-Zerbstu. Ponad połowę z nich dostarczyła
Hesja-Kassel, co sprawiło, że wszystkich ich nazywano potoczne
„Hesyjczykami”. Oddziały pochodzące z Hesji-Kassel uważano za najlepsze
wojska zaciężne i to ich najbardziej obawiali się koloniści. W wielu
bitwach po stronie brytyjskiej walczyło znacznie więcej Niemców niż
samych Brytyjczyków. Na przykład w bitwie pod Trenton Niemcy byli
jedynymi żołnierzami, przeciw którym walczyli Amerykanie. Niemieccy
żołnierze nie grzeszyli zbytnią lojalnością w stosunku do Brytyjczyków,
a nawet wobec swoich własnych, niemieckich dowódców. Prawie jedna
szósta z nich zdezerterowała i została w Ameryce.
Użycie niemieckich najemników wzbudziło oburzenie zarówno w Anglii, jak i Ameryce. Wielu angielskich przywódców, łącznie z monarchistami, było przeciwnych najmowaniu obcych wojsk do walki z brytyjskimi obywatelami. Dla Niemców był to niebywale lukratywny interes. Na przykład książę Brunszwiku otrzymał tytułem zapłaty za pierwszy rok wynajmu żołnierzy 11.517 funtów 17 szylingów i półtora pensa oraz po dwa razy tyle za każdy z następnych dwóch lat. Ponadto otrzymał „pogłówne” w wysokości 7 funtów za każdego żołnierza, co dało łącznie 42.000 funtów za sześć tysięcy jego żołnierzy. Za każdego zabitego i rannego żołnierza Brunszwikowi płacono dodatkowo, przy czym trzech rannych liczyło się jak jeden zabity. Książę Hesji-Kassel, Fryderyk II, zarobił około 21.000.000 talarów na swoich oddziałach, czyli około 5.000.000 funtów brytyjskich. W tamtych czasach była to niewyobrażalnie wielka fortuna i stanowiła więcej niż połowę fortuny Hesji-Kassel, którą odziedziczył William IX po śmierci swojego ojca w 1785 roku. Skarb Hesji-Kassel stał się jedną z największych fortun książęcych w Europie (niektórzy twierdzą nawet, że największą), która zarobiona została dzięki Amerykańskiej Rewolucji.
Amerykańska Rewolucja poszła śladami wcześniejszych i osłabiwszy
władzę głowy państwa, utworzyła silne ciała ustawodawcze. Niestety,
amerykańscy rewolucjoniści dali swojemu narodowi ten sam rodzaj
inflacyjnego papierowego pieniądza i centralny system bankowy, który
stworzyli europejscy rewolucjoniści. Jeszcze przed końcem Wojny o
Niepodległość Kongres Kontynentalny wprowadził inflacyjny pieniądz
papierowy, drukując „kontynentalne banknoty” jako swoją walutę.
Ogłoszono go legalnym środkiem płatniczym nie zapewniając mu żadnego
pokrycia. Kongres Kontynentalny używał tych pieniędzy do kupowania dóbr
niezbędnych do prowadzenia wojny. Koloniści popierający rewolucję
akceptowali je, wierząc w przyrzeczenie, że po wygranej wojnie będą one
miały odpowiednią wartość. Wraz ze wzrostem ich ilości za sprawą
Benjamina Franklina, który je drukował, rosła inflacja. To wymogło
dalszy wzrost ich emisji i doprowadziło w końcu do hiperinflacji. Po
zwycięskim zakończeniu wojny wprowadzono nową „twardą” walutę opartą na
parytecie metalu. Kontynentalne banknoty były wymieniane na nią w
stosunku 100:1. Była to kolejna bolesna i zarazem poglądowa lekcja
pokazująca, w jaki sposób papierowy pieniądz, inflacja i dewaluacja
mogą służyć jako efektywne narzędzie wspomagające prowadzenie wojen
między narodami.
Jak na ironię, niektórzy Amerykańscy Ojcowie Założyciele wykorzystali
to doświadczenie z kontynentalnymi banknotami jako argument na rzecz
utworzenia banku centralnego na wzór Banku Anglii, za pomocą którego
miano kontrolować walutę nowego amerykańskiego narodu. Bank ten stał
się przedmiotem gorącej dyskusji i wzbudził wiele emocji, mając tyluż
zwolenników, co i przeciwników. Ostatecznie frakcja probankowa
zwyciężyła. Po wielu latach kontrowersji w roku 1791 wydano zezwolenie
na prowadzenie pierwszego amerykańskiego banku centralnego - Banku
Stanów Zjednoczonych. Zezwolenie utraciło ważność dwadzieścia lat
później, po czym po pięciu latach zostało wznowione, a następnie w roku
1836 zawetowane przez prezydenta Andrew Jacksona. 27 lat później, w
roku 1863, wznowiono je ponownie. Ostatecznie przyjął on nazwę
Banku Rezerw Federalnych i do dziś pozostaje amerykańskim bankiem
centralnym. Istniał w Stanach Zjednoczonych od początku, niezależnie od
zmiany nazw i mimo stałej silnej opozycji. Jego utworzenie Ojcowie
Założyciele powierzyli Aleksandrowi Hamiltonowi. Hamilton przyłączył
się do rewolucjonistów na początku lat siedemdziesiątych i w roku 1777
awansował do rangi podpułkownika oraz doradcy rządu Waszyngtona.
Hamilton był dobrym dowódcą wojskowym i stał się bliskim przyjacielem
Waszyngtona oraz markiza de La Fayette. Po zakończeniu wojny studiował
prawo i wstąpił w szeregi palestry. W lutym 1784 roku założył Bank
Nowego Jorku i został jego dyrektorem. Celem Hamiltona było stworzenie
amerykańskiego systemu bankowego na wzór Banku Anglii. Hamilton
zmierzał do tego, aby nowy rząd USA przejął długi stanowe i
przekształcił je w jeden dług państwowy. Rząd mógł go powiększać
zaciągając pożyczki z proponowanego przez Hamiltona banku centralnego,
który miał być własnością prywatną i zarządzany przez małą grupę
finansistów. Jak rząd amerykański miał spłacać zaciągane pożyczki?
Otóż Hamilton chciał nałożyć podatki na pewne dobra, podobnie jak to
zrobili przed rewolucją Brytyjczycy! Po objęciu urzędu ministra skarbu
wprowadził podatek na destylowane napoje alkoholowe, co w konsekwencji
doprowadziło w roku 1794 do słynnego buntu, w czasie którego grupa
producentów Whisky odmówiła jego płacenia i zaczęła otwarcie nawoływać
do buntu przeciwko amerykańskiemu rządowi. Za namową Hamiltona
prezydent Waszyngton zdławił go za pomocą wojska! Swoimi działaniami
Hamilton i jego poplecznicy stworzyli w Stanach Zjednoczonych
identyczną sytuację do tej, która miała miejsce w Anglii przed wybuchem
Amerykańskiej Rewolucji: głęboko zadłużony kraj uciekający się do
opodatkowania obywateli w celu spłacenia długu. W tym miejscu nasuwa
się pytanie: „Po co Hamilton i Waszyngton angażowali się w Amerykańską
Rewolucję, skoro doprowadzili do utworzenia w Ameryce dokładnie takich
samych instytucji, jak te, które amerykańscy koloniści będący pod
brytyjskim panowaniem uważali za uciążliwe”? Problem ten nabiera
szczególnego znaczenia dziś, kiedy Stany Zjednoczone stoją twarzą w
twarz z gigantycznym, wynoszącym ponad dwa biliony dolarów deficytem
budżetowym oraz ogromem podatków nałożonych na obywateli, znacznie
przekraczającym to, co Wielka Brytania chciała wymusić na amerykańskich
kolonistach w osiemnastym wieku.
Mimo iż zamierzenia Hamiltona w znacznej mierze się udały, nie odbyło
się to jednak bez bólu. Przywódcami grupy sprzeciwiającej się
ustanowieniu prywatnego banku centralnego byli James Madison i Thomas
Jefferson. Chcieli oni, aby to rząd był tym, kto drukuje banknoty, a
nie bank centralny. W liście z 13 grudnia 1803 roku Jefferson daje
wyraz swojej dezaprobaty w stosunku do Banku Stanów Zjednoczonych:
Ta instytucja jest jednym ze śmiertelnych niebezpieczeństw wymierzonych w nasze zasady i ustrój.
Następnie dodaje:
...instytucja taka jak ta, penetrująca poprzez swoje odgałęzienia wszystkie części Unii, rządzona odgórnie i działająca jednomyślnie, może w momentach krytycznych stworzyć kłopoty dla rządu. Uważam, że żaden rząd nie może czuć się bezpiecznie będąc wasalem niezależnych od siebie ludzi lub kogoś innego niż naród bądź jego prawowici przedstawiciele.
Mimo iż jedno z jego zastrzeżeń dotyczących banku centralnego
odnosiło się do jego obaw, że mógłby być zawadą w czasie wojny,
Jefferson okazał się dobrym wizjonerem w sprawie efektów, jakie tego
rodzaju instytucja może wywierać. Centralny bank Stanów Zjednoczonych
nie tylko wywołał finansowe paniki w roku 1893 i 1907, ale rządzący nim
finansiści wywierali i nadal wywierają silny wpływ na politykę Stanów
Zjednoczonych, zwłaszcza zagraniczną - dokładnie tak jak obawiał się
tego Jefferson. To właśnie jego osobiste wpływy doprowadziły do
pięcioletniego opóźnienia odnowienia zezwolenia na prowadzenie tego
banku w roku 1811.
Nasz przegląd Amerykańskiej Rewolucji dobiega końca. Jej obraz
przedstawia się nie tak różowo, jak to się mogło wcześniej wydawać.
Mimo to były w niej silne wpływy humanitarne przejawiające się w
działaniach osób należących do kręgu Ojców Założycieli, o których nie
wolno zapominać. To dzięki nim Stany Zjednoczone są dziś jednym z
najbardziej wolnych krajów, nawet jeśli Amerykanie są jeszcze dalecy od
miana całkowicie wolnych ludzi. Założyciele Ameryki zagwarantowali
bardzo ważne aspekty wolności, takie jak wolność słowa, zgromadzeń i
religii. Stworzono doskonałą konstytucję, która sprawdziła się w
praktyce tego dużego i różnorodnego społeczeństwa. Ludobójstwo, które
zdawało się być elementem wcześniejszych politycznych działań Bractwa,
jest wyraźnie nieobecne w Amerykańskiej Rewolucji. Amerykańscy
wolnomularze są dumni z roli, jaką ich bractwo odegrało w tworzeniu
nowego narodu, i duma ta jest w pełni uzasadniona. Iskra humanitaryzmu,
która czasami przejawia się w działaniach Bractwa, z całą pewnością
zabłysła w trakcie tworzenia zrębów amerykańskiej republiki.
Gdybyśmy mieli wymienić kilku najważniejszych humanistów spośród
Ojców Założycieli, moglibyśmy wśród nich umieścić takie postacie jak
Thomas Jefferson, James Madison, Patrick Henry czy Richard Henry Lee.
Jest jednak jeszcze jeden Ojciec Założyciel, którego bardzo rzadko się
wspomina. Nie wzniesiono mu jak dotąd ani jednego pomnika w
Waszyngtonie. Jego wizerunek nie widnieje też na żadnej amerykańskiej
monecie. Nie poświęcono mu również ani jednego znaczka pocztowego, aby
uczcić jego pamięć, przynajmniej do roku 1981. Tym człowiekiem był
George Mason.
Thomas Jefferson określił go jako jednego „z naszych naprawdę
wielkich ludzi i to najwyższej klasy”. Mason jest najbardziej
lekceważonym spośród Ojców Założycieli, ponieważ nigdy nie przywiązywał
wagi do politycznej chwały, unikał piastowania urzędów i nigdy nie
słynął z krasomówczości. Okazał się jednak jednym z najbardziej
dalekowzrocznych ludzi spośród założycieli Ameryki. Po zakończeniu
Rewolucji sprzeciwiał się planom Hamiltona, twierdząc, że „wyrządził
[on] nam więcej zła niż Wielka Brytania i wszystkie jej floty i armie”.
Mason był tym, który najbardziej naciskał na przyjęcie federalnej
Deklaracji Praw. Dziesięć przykazań Amerykańskiej Konstytucji, które
składają się na Deklarację Praw, jest wzorowanych na wcześniejszej
Deklaracji Praw Wirginii napisanej przez niego w roku 1776. Niewiele
brakowało, aby Deklaracja Praw nie weszła do Amerykańskiej Konstytucji,
i prawdopodobnie tak by się stało, gdyby Mason nie rozpętał zaciekłej
bitwy o jej włączenie do niej. Mimo dokuczliwej choroby Mason
opublikował szereg krytycznych, przekonywających artykułów, w których
obnażał wady proponowanej konstytucji w zakresie braku w niej
określenia praw jednostki. Większość autorów Konstytucji, włącznie z
Aleksandrem Hamiltonem, twierdziło, że Deklaracja Praw nie jest
konieczna w związku z równowagą i ograniczeniami narzuconymi
federalnemu rządowi przez Konstytucję. Mason trwał jednak niezłomnie
przy swoim zdaniu, w czym wspierali go Richard Henry Lee i Thomas
Jefferson. Po uzyskaniu wsparcia Jamesa Madisona Deklaracja Praw
została ostatecznie przepchnięta przez proces ratyfikacyjny i to w
ostatniej chwili. Gdy weźmiemy pod uwagę, do jakiego stopnia wzrosła od
tamtego czasu potęga rządu federalnego i jak istotna okazała się
Deklaracja Praw, przekonamy się, jak dalekowzrocznym człowiekiem był
George Mason. Jego dalekowzroczność i humanitaryzm manifestował się
również w jego dążeniu do wprowadzenia pełnego zakazu niewolnictwa. W
czasie gdy jego przyjaciele, Jerzy Waszyngton i Thomas Jefferson, byli
właścicielami niewolników, George Mason określał handel nimi jako
„hańbę rodzaju ludzkiego” i usilnie dążył do wyjęcia niewolnictwa spod
prawa we wszystkich stanach. Nie udało mu się tego osiągnąć za życia,
lecz w niespełna sto lat później jego marzenia stały się
rzeczywistością, kiedy to na mocy trzynastej poprawki do Konstytucji
zakazano niewolnictwa w całych Stanach Zjednoczonych
[5]. Mimo iż większość
uczniów amerykańskich szkół niewiele może się dowiedzieć o Georgu
Masonie na lekcjach historii i mimo iż jego portret wisi w niewielu
klasach, był on bez wątpienia jednym z największych bojowników o
wolność ludzi.
Wykrzesana na nowo w trakcie Amerykańskiej Rewolucji iskra
humanitaryzmu została wkrótce przygaszona. Ustanowienie w Stanach
Zjednoczonych systemu inflacyjnego papierowego pieniądza wskazywało, że
w sieci Bractwa wciąż czai się coś wrogiego. Gdy podobne rewolucje
kierowane przez wolnomularzy wybuchały na całym świecie, dawne horrory
odżywały na nowo. Jednym z nich było wyrachowane ludobójstwo.
----------
[1]*** Dwoma ważnymi przywódcami Rewolucji, którzy jak się uważa, nie
należeli do masonów, byli Samuel Adams i Thomas Jefferson. W swojej
książce Sam Adams - pionier propagandy John C. Miller napisał:
To zadziwiające, że Sam Adams, który był członkiem niemal wszystkich
liberalnych klubów politycznych w Bostonie i spędzał najwięcej nocy na
różnych naradach ze wszystkich patriotów, nie był masonem. Mimo iż
wielu jego przyjaciół było wysoko postawionymi masonami i loża
bostońska uczyniła bardzo dużo dla Rewolucji, on sam nigdy nie wstąpił
w ich szeregi. (John C. Miller, Sam Adams, Pioneer in Propaganda,
Stanford University Press, Stanford, 1936, str. 40.)
Nazwisko Thomasa Jeffersona zostało odnotowane w dziennikach Wielkiej
Loży Wirginii w roku 1883. Podaje się tam, że 20 września 1817 roku był
on gościem Loży Charlottesville Numer 60. Pinsburg Library Gazette z 4
sierpnia 1828 roku podaje wzmiankę o Jeffersonie określając go jako
„Ważnego Masona”. Za życia był on nawet oskarżony o działalność
agenturalną na rzecz bawarskiego zakonu „Illuminati” Weishaupta. W
czasach bardziej współczesnych pewna grupa różokrzyżowców cytowała go
jako członka swojej społeczności. Mimo tych twierdzeń nie istnieją lub
zaginęły wszelkie dokumenty jego przynależności do którejkolwiek z tych
organizacji, z wyjątkiem wzmianki dotyczącej jego wizyty w Loży
Charlottesville. Z tego właśnie względu niektórzy historycy
wolnomularstwa uważają, że był on nieaktywnym masonem lub że w ogóle
nim nie był.
[2] Poza Jerzym Waszyngtonem i Jamesem Madisonem masonami byli
następujący prezydenci USA: James Monroe (wtajemniczony 9 listopada
1775 roku), Andrew Jackson (wtajemniczony w roku 1800), James Polk
(wtajemniczony 5 czerwca 1820 roku), James Baudianan (wtajemniczony 11
grudnia 1816 roku), Andrew Johnson (wtajemniczony w roku 1851), James
Garfield (wtajemniczony 22 listopada 1861 lub 1862 roku), William
McKinley (wtajemniczony l maja 1865 roku), Theodore Roosevelt
(wtajemniczony 2 stycznia 1901 roku), William Howard Taft
(wtajemniczony 18 lutego 1908 roku), Warren Harding (wtajemniczony 28
czerwca 1901 roku), Franklin D. Roosevelt (wtajemniczony 10
października 1911 roku), Harry S. Truman (wtajemniczony 9 lutego 1909
roku) oraz Gerald Ford (wtajemniczony w roku 1949). Lista amerykańskich
masonów piastujących wysokie stanowiska obejmuje ponadto J. Edgara
Hoovera, założyciela FBI, który doszedł do najwyższego (33) stopnia
Szkockiego Obrządku, oraz kandydata na prezydenta, Jesse'a Jacksona
(wtajemniczonego w roku 1988). Wielu sławnych amerykańskich twórców,
takich jak Mark Twain, Will Rogers czy W.C. Fields było również
masonami.
[3] Warto zauważyć, że Vergennes był również masonem i popierał
niektórych rodzimych masonów, takich jak Voltaire, którzy byli twórcami
intelektualnego klimatu prowadzącego do Francuskiej Rewolucji, która w
niespełna dekadę po jego śmierci obaliła jego zwierzchnika, króla
Ludwika XVI. Jak na ironię Vergennes sprzciwiał się za swojego życia
wszelkim głębszym reformom francuskiego społeczeństwa, przyczyniając
się w ten sposób w powstania ogólnonarodowego niezadowolenia, które w
dużym stopniu pomogło odnieść zwycięstwo Francuskiej Rewolucji.
[4] Stopnie Obrządku Szkockiego są zgrupowane w sekcje, z których każda
ma własną nazwę. „Zakon Księcia Królewskiej Tajemnicy” nosi dziś nazwę
„Rady Wzniosłych Książąt Królewskiej Tajemnicy” i obejmuje 31. i 32.
stopień Obrządku Szkockiego. Inny wskaźnik admiracji Prus przez ten
obrządek znaleźć można w nazwie 21 stopnia, który nosi nazwę „Noachite”
lub „Pruski Rycerz”.
[5] La Fayette i kilku innych masonów również przyczyniło się do sukcesu
ruchu antyniewolniczego. Należeli oni do masońskiej organizacji
noszącej nazwę „Sosiete des Amis des Noirs” („Towarzystwo Przyjaciół
Czarnych”), która dążyła do powszechnej emancypacji murzynów. Niestety
ideologia aryjska wciąż była bardzo żywa w innych odgałęzieniach
Bractwa.