List nr 54 - Czy Jezus jest naszym królem?

Wersja (zima 2016)

Jezus nie jest naszym królem... ale po kolei.
Zacznę od starego komunistycznego dowcipu o bacy: Zapytano bacę czy zechciałby dać kozę na budowę socjalizmu? - Czemu nie! - odpowiedział baca.
Baco, a krowę albo konia dalibyście? - A dałbym, czemu nie!
No dobrze, a owieczki baco dalibyście? - Nie! - Ale czemu, baco? - Bo mam!!
Zupełnie to samo powiedzieli nasi hierarchowie Kościoła Jezusowi: Jesteś Panie władcą Wszechświata, jesteś władcą świata całego, Europy, ale od Polski wara - w Polsce rządzimy my!

Kiedy Bóg wywiódł izraelitów z Egiptu, dał im sędziów, ale im się to nie spodobało, oni na podobieństwo innych narodów chcieli mieć króla. Tłumaczył im Bóg, że nie jest to dobry pomysł, bo istotą władzy jest rozsądzanie a nie panowanie, ale niestety tylko mądrej głowie dość dwie słowie - żydzi postawili na swoim. Dostali króla z decyzji samego Boga czyli został on pomazańcem: namaszczonym przez Kapłana Samuela olejami świętymi na znak, że taka jest właśnie wola Boga.

Nie tylko tradycja żydowska łączy władzę z wyborem Niebios, od zawsze władza wmawiała poddanym, że panuje z woli Najwyższego. To zabezpieczało przed chcącymi sięgnąć po władzę - tłumaczenie, że próbują sprzeciwić się Bogu. W Rzymie wręcz ubóstwiano cesarzy, na wschodzie uważano władców za awatary bóstw, a wierny lud przyjmował z pokorą i rezygnacją ekscesy swoich władców.

Od czasu Chrystusa sytuacja zmieniła się. Trzeba tu przypomnieć, że na tablicy wyroku widniał napis INRI, co oznaczało Iesus Nazarenus Rex Iudaeorum - Jezus Nazarejczyk Król Żydowski. Jezus wyraźnie powiedział Piłatowi, że Jego królestwo nie jest z tego świata, że nie jest "pomazańcem" Judejczyków (ΧΡΙΣΤΟΣ, Χριστὸς, Christós – znaczy właśnie pomazaniec) czyli nie rości sobie pretensji do korony Izraela, ale chyba umknęła nam istota tego stwierdzenia.

Przypomnijmy pewne zdarzenie. Jezus opowiedział apostołom (i tylko im) o kuszeniu jakiemu był poddany na pustyni. Powtórzył im słowa Szatana (nie poddając ich w wątpliwość), że "wszystko tu na Ziemi do niego należy - może mu to oddać za pokłon..." Ziemia jest we władzy Szatana! Według Ewangelii Jana Jezus potwierdził to jeszcze dwukrotnie (12,31 i 14,30).

Od czasu Chrystusa istnieje przedstawicielstwo Królestwa Bożego na Ziemi, a jest nim osoba Papieża. On sprawuje władzę w imieniu Jezusa, ale nie jest żadnym pomazańcem, żadnym władcą w sensie władzy ziemskiej - raczej powiedzielibyśmy jest Jego ambasadorem. Jeżeli władca ziemski chce być pobłogosławiony by uzyskać certyfikat pomazańca, musi się wykazać. A tutaj zaczynają się schody.

Już w czasach starożytnej Grecji jasno wykształciło się pojęcie demokracji, a Jezus wręcz Rzym wskazał jako miejsce, gdzie należy zaszczepić chrześcijaństwo, bo było to państwo cywilizowane czyli o silnym poczuciu prawa (kto to powiedział, że cywilizacja to łaźnia i prawo?). To w Cesarstwie Rzymskim zaczęło się chrześcijaństwo jako religia - najpierw krwawo zwalczane by po czterystu latach stać się religią władzy czyli religią oficjalną. Nie da się ukryć, że długo trwało zanim lud przyjął katolicyzm, bo stosowanie religii jako kryterium wierności władcy nie służy religii, zwłaszcza gdy władca jest obrzydliwym despotą. Bóg nie chce wiernych z powodu strachu lub przyjmujących wiarę dla korzyści, a tacy byli często katolicy na przestrzeni dziejów. Co gorsza, gdy władza kościelna obrosła w piórka stała się tak samo znienawidzona jak władza świecka. Interesy tych obydwu władz często szły w parze, co owocowało buntami i wojnami na tle religijnym.

Moim prywatnym zdaniem rozbrat między władzą państwową a religijną zaczął się od kodeksu napoleońskiego, który położył podwaliny pod pojęcie laicyzmu. Co prawda prawny rozdział państwa od kościoła we Francji został usankcjonowany dopiero w 1905 roku, ale rozdzielenie władzy państwa od władzy kościoła w mentalności ludzi zaczęło się od rewolucji francuskiej, nota bene zasterowanej przez masonerię. Od tej chwili władza nie musiała być "namaszczana", wystarczyło, że dostała legitymację od demosu. A za Francją poszły inne państwa demokratyczne, czyli rządzone przez tłum.

W dziwnej sytuacji jest Polska, w której Jan Kazimierz prawowity władca pomazany przez władzę kościelną, uciekając z kraju przed najeźdźcą jakiemu nie mógł sprostać, przekazał swoją władzę ŚWIECKĄ w ręce królowej religijnej. Dzisiaj z jednej strony mamy władzę świecką wybieraną przez demos, a z drugiej rządzi nami nigdy nie zdetronizowana świecka Królowa Nieba, królowa nie z tego świata. Opiekuje się nami i wspomaga nas, choć tylko w wymiarze jaki jej udostępniamy. W materialnym wymiarze! Ta opieka i troska są wymierne i namacalne, że wspomnę chociażby cud nad Wisłą. Ale Królowa króluje sama, nie mamy Króla. Nasza władza państwowa uznaje władzę Jezusa jedynie moralnie. Jezusa nie ogłoszono Królem Polski w wyborach demokratycznych, a władza cywilna nie poprosiła władzę kościelną o ogłoszenie Jezusa władcą Polski na wzór Maryi. Tym samym Jezus jeszcze nie jest królem Polski.

Ale mam nadzieję, że to się wkrótce zmieni. Po Ostrzeżeniu gdy zobaczymy bezmiar naszych win i gdy ogarnie nas skrucha i trwoga, najpewniej padniemy na kolana i poprosimy Jezusa by nam wybaczył i zechciał zakrólować w naszym państwie. Uchwalimy odpowiednie zmiany w Konstytucji i poprosimy poprzez naszego Prezydenta by nam królował. By został naszym Królem.