List nr 78 - Czy opłaca mi się być dobrym, czyli jak grać aby wygrać?

A wszystko zaczęło się od rozmowy o Maxie, który uważał, że greed is good, czyli od filmu Dobry Rok Ridleya Scotta. Max Skinner (grany przez Russella Crowe'a) doszedł do stanu, gdy pieniądze właściwie już nie mają dla niego znaczenia - ma znaczenie wygrana! Stanął przed wyborem: co dla niego jest ważne? Wie, że chce wygrać, ale CO? Adrenalina i pieniądze to fajna rzecz, ale jeśliby zapragnął uczucia, takiego autentycznego uczucia, to będzie musiał zmienić sposób życia. Czy gra jest tego warta? Młodym ludziom wydaje się, że istota wyboru przed jakim stają to, co mi się opłaca? Oczywiście im młodszy jest młody człowiek, tym wybory są z jednej strony bardziej naiwne, a z drugiej bardziej uczuciowe. Starszy wybiera bardziej dojrzale, ale są to te same wybory: co mi się bardziej opłaca? Zmieniają się wartości ale greed pozostaje ta sama. Dziwi Cię słowo greed? Ależ tak, przy wyborach tego typu kierujemy się tylko chciwością! Potrafimy to nazywać zaspokajaniem potrzeb, kierowaniem się dobrem (rodziny, dziecka, kraju, itd, itd...), ale są to zawsze kalkulacje: ile dostaję, a ile dam lub stracę.

Ekonomia to gra o sumie zerowej. Ktoś musi stracić, by zyskać mógł ktoś. Uczciwy rynek - bo handlujemy WSZYSTKIM - polega na wymianie ekwiwalentnej, czyli obydwie strony są zadowolone. Tak działa prawo dziczy, prawo środowiska, prawo systemów liniowych. Gdy nie wyczuwamy granic, czyli środowisko daje poczucie wolności, rynek jest WOLNY. Ta przedziwna właściwość systemów liniowych zrodziła w wyobraźni zwierzęcej pojęcie nieskończoności, bezpieczeństwa i swobody. Nasza wyobraźnia nieograniczonej wolności przeciwstawia jej jednak pewne ograniczenie, mianowicie prawo własności. Granica naszej wolności to słowo JA i moje; cokolwiek ogranicza ja lub moje, ogranicza moją wolność. Zwierzę jest elementem przyrody, który musi się wyżywić i powielić, i jego racją bytu jest możliwość realizacji tych dwóch zadań. To, że konsumpcja i rozmnażanie powodują okresowe wyczerpywanie środowiska nie jest ograniczeniem wolności zwierzęcia, bo ta cykliczność jest wpisana w jego strukturę bytu. Zwierzę bierze ze środowiska i samo je tworzy, bo dla zwierzęcia wolność to życie i rozmnażanie.

To inteligentne zwierzę zwane potocznie człowiekiem ma poczucie JA i potrzeby "wyższe", czyli odczuwa chęć posiadania dla samego posiadania, a więc odczuwa greed (chcicę). Potocznie utarło się nazywanie chciwością chęć posiadanie czegoś "ponad miarę", ale to złudzenie, nie istnieje coś takiego jak "miara" tego co jest naszą potrzebą. Różne kultury (a może nawet różne cywilizacje jak powiedziałby profesor Koneczny) wytworzyły bardzo różne pojęcia tego co naprawdę jest nam potrzebne do życia. Jednak każda kultura zauważa, że istnieją w niej osobniki, które czują potrzebę nie tylko życia, ale jeszcze posiadania lub zrobienia czegoś ekstra, posiadają potrzebę ciągłej gry ze środowiskiem. Te osobniki szybko zauważają, że najlepiej jest, gdy uda im się innych zaprząc do roboty dla osiągnięcia własnych korzyści. Aby to osiągnąć łączą się z innymi na najróżniejsze sposoby, ale imperatyw połączenia jest zawsze ten sam: zysk energetyczny, zaspokojenie chcicy. Niestety, o ile potrzeby można, o tyle chcicy nie da się zaspokoić...

Jak odróżnić prawdziwą potrzebę od przesadnej (od chcicy)? Jak odróżnić potrzebę prawdziwą od pozornej, troskę o dziecko od troski o zabezpieczenie własnej przyszłości? Jak odróżnić egoizm od altruizmu? To co powiem teraz może zabrzmieć jak totalna bzdura, ale jest "obiektywną" prawdą: NIE MA TAKIEJ MOŻLIWOŚCI. Ocena czynu, niezależnie od jego powodu (jakim jest zaspokojenie jakiejś potrzeby) zależy jedynie od intencji tego, kto czynu dokonuje. Intencja czynu stanowi o jego wartości, i nic i nikt tego nie może zmienić. Za intencje będziemy sądzeni, nie za czyny.


Dobrymi chęciami jest piekło brukowane, mawiali nasi "nauczyciele", gdy chcieli wyrazić swoją dezaprobatę dla naszego braku sukcesów. Nasz świat premiuje jedynie sukcesy - słabi muszą zginąć! Ocena liniowa jest nam wpajana od małego, co zresztą jest zgodne z naszą zwierzęcą naturą, bo każdy rodzic, każdy nauczyciel wie, że dziecko rodzi się jako egoista. Dalsza nauka poprzez współzawodnictwo na każdym kroku, tylko umacnia w nas zwierzę prące do sukcesu i wygranej. Nie wolno zabijać (no, chyba, że każe to zrobić Władza), ale liczy się tylko sukces, wygrana, zwycięstwo. Bo życie to GRA. Chwileczkę! To w systemie dwuliniowym też się gra? Gra się, ale zasady są nieco inne.

Przez długi czas uważałem Poskromienie Złośnicy Szekspira za rewelacyjną sztukę w zakresie gier miłosnych, ale pewnego dnia zrozumiałem, że takiej gry nie mogą prowadzić ludzie, tylko inteligentne zwierzęta w dziczy. Ta sztuka to bajka. Małżeństwo PRAWDZIWE to sakrament a nie kontrakt społeczny, i w tym tkwi tajemnica różnicy, ale oczywiście samo określenie sakrament młodemu człowiekowi niczego nie tłumaczy. Rzecz w tym, że jeżeli małżeństwo jest dla Ciebie sakramentem, to możesz swojej wygranej nie zobaczyć za życia. Tak, tak, gra w systemie dwuliniowym toczy się w zupełnie innej skali czasowej. Każdy (uczciwy) rodzic wie, że ma wychować człowieka, który swą miłość przeleje na swoje dzieci, a nakaz miłości do własnych rodziców nie może pochodzić od niego samego. Dając miłość dziecku nie wolno warunkować tego miłością zwrotną - ani świadomie, ani nieświadomie. Czas w systemie dwuliniowym nie istnieje podobnie jak handel. Miłość oczekuje wzajemności, ale handlem nie jest.

Podobnie jak środowisko nie jest systemem liniowym sensu stricto bo nie wyczuwamy granic, tak samo rodzina nie jest systemem dwuliniowym sensu stricto. (Pamiętasz, że jesteśmy jedynie kandydatami do czwartej gęstości, a czwarto-gęstościowcami zostaniemy stając się czystymi altruistami?) Dziecko jest egoistą i rodzic musi je dopiero nauczyć altruizmu. Słowo nauczyć też nie jest tu najlepsze, bo już od czasu starożytnych wiemy, że uczy się słowami, a wychowuje WŁASNYM PRZYKŁADEM. Jezus nie tylko nauczał o altruizmie i prawdziwej miłości, ale przede wszystkim dawał nam wzór altruizmu. Musisz zrozumieć, że system dwuliniowy to miliony sił wpływających na Ciebie, i miłość ma miliony przejawów. Zło można zdefiniować - miłości nie. Z samej zasady, miłość nie ma kształtu ostatecznego, a doskonałość swej formy. Bóg jest
z definicji wzorem miłości nieosiągalnym.

Gra w systemie dwuliniowym to próba zachwycenia partnera. To próba sprawienia by zapragął być taki jak my sami. Tak właśnie postępuje rodzic i tak postępuje ten, kto chce wygrać. Nasz partner powinien CZUĆ SIĘ KOCHANY. To przyciąga i zacieśnia więzy systemu dwuliniowego. To jest prawdziwa wygrana.