List nr 74 - Czy słyszałeś, że Polska nie jest już chroniona Tarczą?

I bardzo fajnie, bo Polska powinna rozwijać własne systemy obrony i tylko dla siebie. Chyba nie chcesz by ktoś sprzedał Ci broń, którą można zdalnie zdetonować, a takim systemem jest np. Windows...

Ale wyjaśnijmy sprawę tarczy dokładniej. Tarcza jaką proponują nam Amerykanie jest najzwyklejszą zasłoną dymną, bo tak naprawdę system obronny i to wyłącznie do obrony USA, jaki w swej naiwności łyknęliśmy, to zjawisko globalnego ocieplenia. Nie do wiary, prawda? Ta historia jest tak niewiarygodna, że wymaga dokładniejszego wytłumaczenia.

Zacznijmy od tego, że od pewnego czasu mówi się w teoriach spiskowych o zjawisku zwanym chemtrails. Są to masywne smugi na niebie jakie zostawiają za sobą potężne transportowce rozsiewające wysoko w atmosferze jakieś tajemnicze substancje. Od pewnego czasu również nad Polską widuje się wojskowe herkulesy zostawiające takie ślady. Wiadomo już, że z tymi chemicznymi paskudztwami związane są paskudne choroby zwane morgellons. Jednak tak naprawdę nikt nie wie nic pewnego, ba sprawa oficjalnie nie istnieje. Krążą za to "domniemania na granicy pewności", że to rząd światowy chcąc na siłę ratować Ziemię przed skutkami globalnego ocieplenia poprawia albedo naszej atmosfery, czyli czyni ją bardziej odbijającą dla promieniowania słonecznego. I z tym albedem to w zasadzie jest prawda, tylko nie chodzi o albedo względem Słońca, tylko względem HAARP'a - idzie o to by wytworzyć warstwę dobrze odbijającą fale skalarne na użytek "broni ostatecznej", jak ładnie ją określił Jerry E. Smith. Jest to broń przed którą nie ma obrony, pod warunkiem, że potrafimy dobrze manipulować falami skalarnymi.

Byś lepiej zrozumiał działanie fal skalarnych opowiem Ci teraz historię urządzenia o którym dowiedziałem się na początku lat osiemdziesiątych, kiedy to mój ojciec przyniósł odbite na powielaczu przez Związek Radiestetów fragmenty książki Pata Flanagana Pyramid Power. Piramidy nie zainteresowały mnie, tylko opis wynalezionego przez Flanagana neurofonu. Nastoletni Patrick wynalazł w latach pięćdziesiątych urządzenie potrafiące przenieść dźwięk bezpośrednio do mózgu, z pominięciem nerwów służących nam do słyszenia. Ten pierwszy neurofon był po prostu transformatorem, który na wejściu miał radio, a na wyjściu nie był podłączony do głośnika, tylko do dobrze zaizolowanych metalowych tamponów. Napięcie na wyjściu sięgało 1500 V, a tampony były przykładane w dowolne miejsce ciała. Flanagan zauważył, że osoba z tamponami na głowie otoczona jest błękitną poświatą, szczególnie wtedy, gdy radio było wręcz przesterowane. To zadziwiło go i skłoniło do eksperymentów. Przesterowanie okazało się drogą do generowania dźwięku cyfrowo a nie analogowo, bo neurofon okazał się urządzeniem wykorzystującym fale skalarne, mieszającym pozafazowe sygnały z tamponów z nieliniową reakcją izolatora jakim jest ludzka skóra. Sygnał z każdego (pojemnościowego) tamponu jest o 180o przesunięty w fazie. W skórze, w ciele ludzkim, następuje odwrócenie fazy dając w wyniku zero, czyli efekt fali skalarnej. Wynikowo, po latach eksperymentów, neurofon jest urządzeniem sterowanym amplitudowo, ale ta analogowa fala nakładana jest na falę nośną, która jest tak regulowana, by być w rezonansie z organizmem człowieka. Ona musi być zmienna, bo oporność skóry potrafi się zmienić o rząd wielkości w ułamku sekundy.

Nie od razu młody Flanagan uświadomił sobie, że fala nośna jego transformatora musi być w rezonansie z mózgiem, ale ta informacja bardzo pomogła mu potem gdy pracował w Stacji Testów Uzbrojenia Marynarki USA nad łącznością pod wodą i językiem delfinów. Opracowano tam wyrafinowaną technikę łączności wykorzystującej lokalizację dokładnie taką, jaką posługuje się nasz mózg w słyszeniu dwuusznym. Musisz pamiętać, że fala skalarna jest falą magnetoelektryczną podłużną, i manipuluje się nią podobnie jak dźwiękiem. Gdy zamkniesz oczy to potrafisz określić skąd dochodzi dźwięk, ale na odwrót, gdy będziesz generował dwa dźwięki z dwóch odległych miejsc to osłabienie i wzmocnienie dźwięku będzie w miejscach strzałek i węzłów fal. A teraz wystarczy "odpowiednio" zgrać dźwięk nadawany z dwóch miejsc by trafił w to jedno wybrane miejsce... Zespół Flanagana odkrył nie tylko, że potrafią uzyskać pełną łączność na bardzo wąskim zakresie fal, to jeszcze uzyskiwali łączność na odległości tysięcy kilometrów na ułamkach wata mocy nadajników. Dodatkowo potrafili uzyskać echolokacyjną triangulację również na odległościach idących w tysiące kilometrów. I nie wykluczone, że tam właśnie narodził się pomysł HAARP'a. Jeżeli ma się nad głową dobre lustro to można dosięgnąć wszystko i wszędzie.

Być może pokłosiem tych właśnie prac były nadajniki pracujące "na białym szumie". Jak pewnie pamiętasz w czasie pustynnej burzy w samolotach irackich aż rozrywało słuchawki od szumu, za to Amerykanie mieli pełną łączność. Z czasem ta technologia odpowiednio osłabiona trafiła do biznesu, a dzisiaj jest powszechnie dostępna np. w postaci telefonów Motoroli DTR. Neurofon można dostać za jedyne 500$ i może pracować jako proteza słuchu, nawet dla głuchych od urodzenia. W Niemczech jest dystrybutor na Europę i miror witryny Flanagana, ale opis zasady działania neurofonu na tym mirorze jest nieprawdziwy, tak, tak!

Wracając do globalnego ocieplenia chciałbym zrobić jeszcze dwie uwagi:
1. Fala energii zbliżająca się do Ziemi z głębi kosmosu nie spowoduje podgrzania atmosfery - ma za wysoką częstotliwość.
2. Najlepszą książką na temat globalnego ocieplenia na naszym rynku jest... książka (wcale nie SF) Państwo Strachu Michaela Crichtona. W głowie się nie mieści jak słabiutko na jej tle wypada polska literatura fachowa.