List nr 72 - Co sądzisz o eurowyborach?

W dziwnym momencie zadałeś to pytanie - właśnie oglądałem film Raya Lorigi "Święta Teresa". Jest w nim znacząca scena, w której biskup Avilli tłumaczy Teresie, że najlepsze będzie dla niej zdobycie władzy poprzez wybory w klasztorze, a potem wdrożenie reform. Ale Teresa odpowiedziała mu, że nie chce władzy - chce zakonu według starych reguł. Sytuacja jaką mamy dzisiaj w Europie do złudzenia przypomina rozmowę Teresy z biskupem.

Teresą współczesnej Europy jest Declan Ganley. Ale zanim przejdziemy do tego kim on jest dla Polski, powiedzmy kim jest dla Irlandczyków. To człowiek, który powiedział: Irlandio, narodzie, Traktat Lizboński to koniec naszej wolności. Jego ustalenia stwierdzają, że Unia zastępuje Wspólnotę Europejską bo jest jej następcą prawnym! I tym okrzykiem Ganley przeszedł do historii. Nasz prezydent i premier też przejdą do historii ale jako zdrajcy narodu, którzy w imię partykularnych interesów zatajają tę ważną informację.

Wszystkiemu winna jest demokracja. To słowo wytrych, który wszyscy stosują by uzyskać więcej korzyści. Demokracja jest (jak powiedziałem to w liście 46) rządami tłumu. O tłumie Jezus wyraził się tak: Jest on jak zwierzę, które liże rękę pogromcy, gdy trzyma bat i rzuca kawał mięsa do pożarcia; ale gdy tylko człowiek upadnie i nie ma przy sobie bata ani mięsa, zwierzę natychmiast rzuca się na niego i rozszarpuje go. Wystarczy mówić prawdę i być dobrym, żeby po pierwszej chwili entuzjazmu tłum znienawidził. Prawda jest naganą i napomnieniem. Dobro rezygnuje z posługiwania się batem, dlatego niedobrzy już się nie boją. I tak po: ‘hosanna’ następuje: ‘ukrzyżuj’. Moje życie Nauczyciela nasyciło się tymi dwoma głosami. A ostatnim było: ‘ukrzyżuj’. Nasze wyobrażenie o demokracji jest takie dobre, bo za wszelką cenę chcemy mieć wpływ na tego kto nami rządzi. Nic o nas bez nas!

Kiedy tłum jest na tyle silny, że pojedynczy człowiek nie potrafi narzucić mu swej woli, dochodzi do wyboru władzy. Od tej chwili rządy sprawowane są bardziej przez manipulację informacją niż siłą. To czasy, gdy chcąc uzyskać więcej trzeba innym przedstawić "krótszą" drogę do raju, to czasy partii i stronnictw. Różnią się one od mafii i band jedynie tym, że zamiast broni ostrych używają idei, ale zasada jest ta sama: grupie należy się więcej bo zgromadziła lepszych ludzi. Tak powstaje rak na ciele społeczeństwa, czyli podsystem żyjący kosztem całości. Chcę przez to powiedzieć, że KAŻDA partia jest rakiem i jej działania to zamiana patriotyzmu na partyjotyzm.

Jednak nawet gdy w kraju panuje pokój, różne grupy czują się upośledzone lub wręcz pokrzywdzone i odczuwają potrzebę walki o "sprawiedliwość". Dochodzi do strajków, manifestacji lub innych form protestów. U nas w końcowej fazie oskarżeń zawsze okazuje się, że winne są żydy albo katole. To są symbole dwóch skrzywień jakie nieodmiennie cechują systemy: skrzywienie władzy i skrzywienie idei. Skrzywienie systemu liniowego i dwuliniowego, kapitalizm i komunizm, patriarchat i matriarchat, dyktatura i demokracja, egoizm i interesowny altruizm. Wydawałoby się, że bycie katolem to powód do dumy, jednak katolicki fundamentalizm reprezentowany przez ogromną większość gorliwych katolików jest najzwyklejszym w świecie skrzywieniem. Jeśli pamiętasz list 65 to wiesz co mam na myśli. Profesor Koneczny twierdzi, że Polska jest krajem reprezentującym cywilizację łacińską, czyli taką, w której władza (a zatem i prawo) podlega etyce. To jest niestety jedynie pobożne życzenie pana profesora. Już od kilku lat stajemy się cywilizacją żydowską, w której etyka podporządkowana jest prawu: jeśli na coś nie ma paragrafu to jest w pełni dozwolone (choć może czasami naganne).

Anty unionista Ganley jest równocześnie euroentuzjastą, i bardzo dobrze! Demokracja jest bardzo dobrym systemem społecznym pod warunkiem, że są w niej zapewnione warunki osiągnięcia pełnej równowagi systemu. Gdy system może osiągnąć równowagę spełnione są warunki działania praw Natury czyli praw Bożych. Takim warunkiem sine qua non jest istnienie sprzężeń zwrotnych na płaszczyźnie informacyjnej, nie tylko na energetycznej. Oznacza to, że rządzeni muszą mieć nie tylko wpływ na rządzących ale, że mogą również w każdej chwili zajrzeć im w karty. Na razie to nie tylko nie jest spełnione ale wręcz zmierza w stronę totalitarnej, unijnej dyktatury. I właśnie o zmianę tego jednego szczegółu walczy Ganley. Reszta programu jego partii jest zupełnie nieistotna. Jednak Ganley ma problem: wołanie o uczciwość jest wołaniem na pustyni. Partie odwołujące się do naszej nieposkromionej chciwości są o wiele bardziej atrakcyjne, szczególnie gdy stosują stary chwyt Szatana: jesteś tego warta! Czyż nie przekonują nas, że o wiele wartościowsze od sprawiedliwości jest zwycięstwo? Czyż nie wpajają nam, że sprawiedliwość musi być "po naszej stronie"? Robimy to dla dobra naszych dzieci...

Szatan rozgościł się nie tylko w naszych partiach. Nasze sądownictwo zmierza do karania dziennikarzy za ujawnienie nadużyć chronionych tajemnicą. Nasze Media apelują o zmianę sposobu obsadzania ich władz, bo obecnie tacy Ganleye mogą dorwać się do mikrofonu. Na szczęście w Sejmie panują ludzie, którzy takiemu wichrzycielowi nie pozwolą publicznie zabierać głosu. Prawdziwą demokrację trzeba chronić... Stara dobra metoda stosowana przez "żydów": gdy ktoś złapie ich na wykroczeniu - wołają "to anysemityzm"!

Nie idę do wyborów bo nie wierzę by wygrali ci, którzy chcą jedynie sprawiedliwości. Naród dostanie to na co naprawdę zasłużył. Mój obywatelski obowiązek ograniczę jedynie do dania rady wyborcom: baczcie kogo wybieracie, by oni za chwilę nie potraktowali was jako antysemitów.


Uwaga dodana już po wyborach.

Prosiłeś bym wytłumaczył Ci, dlaczego uważam Prezydenta RP za zdrajcę. Aby to uczynić muszę przede wszystkim przypomnieć, że zgodnie z naszą Konstytucją w Polsce nie rządzi prezydent tylko Naród, zaś prezydent wypełnia Jego wolę. Tak właściwie było do 2004 roku, gdy sejm zrzekł się swej roli ustawodawcy (względem Unii) zachowując rolę opiniodawcy. Oczywiście nie wszyscy posłowie zachowali się jak targowiczanie i ustawę zaskarżono do Trybunału Konstytucyjnego, ale tam (sprawa K 24 z 2004) "życzliwie dla Unii" zawyrokowano, że ustawa jest konstytucyjna, czyli Naród nie ma nic do gadania jeśli Jego przedstawiciele strzelili Polsce gola! W tej sytuacji tylko Prezydent mógłby uratować nas przed dyktaturą Unii, ale on powiedział, że Lizbona jest cacy i traktat podpisze. Jasne? Ale o konstytucji jako najwyższym prawie narodu (narodów) jeszcze porozmawiamy.