List nr 69 - Czy nadal wierzysz w objawienia Johna Learego?

(luty 2009) Nie, nie wierzę. Zmieniłem o nim zdanie. Długo miałem pewnego rodzaju zastrzeżenia, ale nie były to nigdy wątpliwości natury zasadniczej - w objawieniu Learego nie znalazłem dotychczas żadnego twierdzenia niezgodnego z doktryną katolicką - a jednak to objawienie jest zwodnicze, a przez to bardzo niebezpieczne.

Jak zapewne wiesz dobre kłamstwo zawiera 99% prawdy i dlatego jest takie niebezpieczne. Dobrego człowieka trudno nabrać, chyba, że na pozory dobra. Ja zawsze starałem się być prosty aż do naiwności, ale równocześnie starałem się wszystko sprawdzać. Będąc w świecie bądźcie jak gołębie i lisy, radził Jezus. Objawienie Learego cały czas sprawiało na mnie wrażenie dobrego, jednak tydzień temu dostałem list od jednego z Czytelników z pytaniem co sądzę o pewnym blogu krytykującym to objawienie, i po zapoznaniu się z treścią blogu, zmieniłem zdanie o objawieniu Learego. Krytyczny list stawia wiele zarzutów z którymi nie mogę się zgodzić, ale wiele zarzutów jest słusznych i artykuł sprawił, że na objawienie Learego spojrzałem inaczej.

Żebyś mnie dobrze zrozumiał muszę Ci przedstawić moje stanowisko w sprawie objawień. Kiedy przyjrzymy się temu zjawisku spostrzeżemy, że objawienia współczesne spełniają dwie funkcje związane z obecnymi czasami: uzupełniają Ewangelię i przygotowują do nadchodzących wydarzeń. Kościół ustami swych duszpasterzy i teologów zachowuje Tradycję i nauczanie jakie otrzymał od Jezusa, jednak w dbałości o Tradycję tak naprawdę zapomniał o przykazaniu: ducha nie gaście. Uzupełnienie Tradycji we współczesnym Kościele właściwie nie wchodzi w grę, bo to dla większości kleru oznacza właśnie Tradycji pogwałcenie. Mówienie o czymkolwiek poza Ewangeliami i kanonem pism wykracza poza Tradycję. Tymczasem Jezus ma pretensję właśnie o tę wąską interpretację jego słów. Spójrz na zdanie głoszone dzisiaj z ambon: "nie ma zbawienia poza Kościołem". Jest to prawda, którą w Poemacie Boga-Człowieka Jezus wyraził tak: "Nie będzie licznych Niebios: jednego dla Izraelitów, jednego dla chrześcijan, jednego dla katolików, jednego dla pogan, jednego dla bałwochwalców. Nie będzie wielu, lecz tylko jedno Niebo" . Czyli dla Jezusa do zbawienia człowieka wystarczy uznanie Go za Boga-Zbawiciela i szczery żal za grzechy . Chrzest nie jest konieczny, bo sama (prawdziwa) wiara w Jezusa czyni człowieka chrześcijaninem. Czy zatem takie objawienie może być dla katolickich kapłanów prawdziwe?

Zamknięcie się na głos Ducha Świętego jest powodem, że "kamienie zaczynają krzyczeć". Zalew objawień nie jest dowodem nadgorliwości Boga tylko zamknięcia się Kościoła na Jego głos, i oczywiste jest, że to musi wykorzystać Szatan mnożąc objawienia fałszywe. Ale ta sytuacja rodzi problem: jak rozpoznać uzupełnienie do pierwotnego objawienia nie mając nic poza Tradycją? Jak rozpoznać Prawdę posługując się wiedzą zamiast sumieniem? Na czym oprzeć się mając do dyspozycji jedynie kupkę pism? To oczywiście problem Kościoła, ale tacy jak ja, w badaniu opierający się na sumieniu, też mają problemy: jeżeli w objawieniu Jezus mówi, że nie ma żadnego rodzaju reinkarnacji, podczas gdy reinkarnacja jest fizycznym faktem - to czy to oznacza, że powinienem to objawienie odrzucić? Nie, to jedynie oznacza, że należy otworzyć się na głos Ducha Świętego i od Niego oczekiwać podpowiedzi. Ja swoją odpowiedź znalazłem: reinkarnacja dotyczy jedynie sfery materialnej, nie dotyczy mojej Duszy. Moje ciała: fizyczne, eteryczne i astralne podlegają reinkarnacji i służą dalej; Dusza reinkarnacji nie podlega. Jak ciała służą - nie wiem. Jest w objawieniach wiele zdań, których nie rozumiem, które są dla mnie tajemnicą, ale wierzę, że są prawdziwe i że kiedyś będę wiedział. Dzisiaj są materiałem do snucia domysłów i domniemań .

Jednak funkcja przygotowania do nadchodzących wydarzeń jest w objawieniach ważniejsza. Nasze dotychczasowe przygotowanie do egzaminu końca czasów jest absolutnie niewystarczające. Bóg to wie i wylewa na Swe dzieci Ducha. Wiedząc co będzie, wie jak nam pomóc, ale jest skrępowany naszą wolną wolą. Pouczając prawie zmusza nas do przygotowania się, bo wie w jak kiepskiej kondycji duchowej jesteśmy. Jest to paradoks ale tylko dla ludzi małej wiary i małej wiedzy, bo niestety wyobraźnia nawet bardzo gorliwych katolików nie pomoże im, gdy brak miłości. Mądrością w tym wypadku jest skorzystanie z podpowiedzi naszych kosmicznych braci, którzy mówią wyraźnie: "Czas i przestrzeń są zupełnie inne niż w waszych najbujniejszych fantazjach. Przyczynowość tak jak ją rozumiecie nie istnieje". I ta wiedza bardzo pomaga odróżnić objawienia dawane przez Boga od szatańskich, ale nie jest dostępna analitykom opierającym się wyłącznie na Apokalipsie.

Stykając się po raz pierwszy z objawieniem Learego od samego początku zwracałem uwagę na to w co wierzę, a co wiem. Bóg dał nam Duszę, która mówi w co wierzyć, i rozum, którego mamy używać w kontaktach ze światem. A na straży poprawnego kroczenia naszą drogą czuwa Jego Głos - sumienie. Nasza wiara i wiedza służą woli, a im bardziej nasza wola poddana jest Bogu, tym bardziej zasługujemy na zajęcie miejsc przygotowanych nam od wieków przez Jezusa. Ale jak długo jesteśmy na tej Ziemi musimy dokonywać wyborów. Nasz naród otrzymał pomoc w postaci objawienia danego Annie (Dąmbskiej). Świadkowie Bożego Miłosierdzia, a potem Boże Wychowanie były dla mnie wspaniałym przykładem jak Bóg pochyla się nad człowiekiem i pomaga mu w codziennych, nawet najbłahszych sprawach. Bóg u Anny zajmował się wszystkimi sferami: duchową, materialną, emocjonalną, naukową i społeczną. Pomagał we wszystkim. Piszę to tak wyraźnie, bo objawieniu Learego stawiany jest zarzut: takimi sprawami Jezus się nie zajmuje! Wierząc w prawdziwość objawienia Anny jestem innego zadania.

Czytając blog KefasaTM poświęcony analizie Learego byłem pełen podziwu - nie dość, że zna angielski lepiej od mojego, książkowego (ja czytając Learego zawsze zastanawiałem się, czy go właściwie rozumiem), to jeszcze zrobił gruntowną analizę tekstu, na co ja nigdy nie znalazłbym czasu. Równocześnie podziwiałem jego dobrą znajomość Nowego Testamentu żałując, że nie zna trochę lepiej "teorii spiskowych". Ale może dzięki temu wychwycił zmiany w sposobie traktowania pojęcia znamienia bestii. Dla mnie jest to sprawa nie budząca najmniejszych wątpliwości, bo technologię do produkcji wszczepu dostarczyli obcy. Ta technologia oddziałuje nie tylko na elektryczne fala mózgowe ale również na ciało eteryczne i astralne. Przed tym wszczepem Dusza człowieka nie obroni się. Podobne wszczepy utrzymują w stanie niewolnictwa wiele układów gwiezdnych.

KefasTM zwraca uwagę, że autor objawień wykazuje brak wiedzy i brak pewności co do przyszłości. To kapitalne spostrzeżenie. Jezus mówiąc o końcu świata powiedział, że nikt, nawet aniołowie nie znają jego czasu. Bóg zna przyszłość ale w sposób którego nie można objaśnić na płaszczyźnie naszej logiki. Cały Wszechświat został stworzony dlatego, że nie wiadomo co "siedzi" w naszych sercach, nie wiadomo, czy jesteśmy tak naprawdę dobrzy czy źli. Nasza wolna wola umożliwia test. Z drugiej strony już przed stworzeniem świata Bóg do końca znał wyniki tego testu. Czy jest w tym sprzeczność? Jest. Jak ją rozwiązać? Na gruncie naszej logiki rozwiązanie nie istnieje. Jeśli ktoś ma wątpliwości to niech mi odpowie na pytanie Kreteńczyka: Ja kłamię! Jeżeli mówię, że kłamię to kłamię, czy mówię prawdę???

Z tym problemem wiąże się nasze pojmowanie "tysiąca lat", czyli millenaryzmu. Błądzą wszystkie strony dyskusji.  Po "oczyszczeniu" Ziemi nastanie Era Ducha Świętego czyli okres przygotowań do końca świata. Zapominamy lub nie wiemy, że Ziemia będzie wówczas w czwartej gęstości, kiedy to jak mówi św. Paweł wszyscy będziemy przemienieni. W czwartej gęstości inaczej biegnie czas dla czwartogęstościowców a inaczej dla kandydatów. Podumaj, co Jezus miał na myśli, gdy mówił do Gabrieli Bossis: "O, kiedy zobaczysz, kiedy będziesz wiedziała, zechcesz wrócić na ziemię, aby dokończyć to, co zaledwie naszkicowałaś..." . Dodatkowo nie wolno zapominać, że istnieją rzeczywistości równoległe a czas może tworzyć pętle! Najważniejsze jest to, że ta epoka skończy się KONFRONTACJĄ. A autor objawienia Learego rzeczywiście ma chwiejną wiedzę o przyszłości...

Objawienie stawia sobie za główne zadanie przygotować nas do czasu prześladowań. KefasaTM martwi chwiejność autora objawień co do identyfikacji bestii i antychrysta. Zgadzam się z nim. Równocześnie przypomina mi się opowieść Brantona jak to podróżnicy w czasie wybrali się w przeszłość by zabić rodziców antychrysta, i że nic z tego nie wyszło. Jeżeli jakieś zdarzenie jest w Bożych Planach, to żadne kombinowanie człowiecze na nic się nie zda. Czy pamiętasz u Valtorty te usilne modlitwy Jezusa do Ojca, by zdrajcą nie był Judasz? To daje wiele do myślenia.

Co to jest ohyda spustoszenia? Jest to ważne pytanie, bo sprawa papieża-zdrajcy i początek prześladowań zależą od rozumienia tych słów. Moja interpretacja tych słów różni się i od KefasaTM i od... autora objawień. Nie pamiętam już kiedy, ale moja interpretacja narodziła się w trakcie lektury Poematu i wiąże się ze zrozumieniem istoty Mszy Świętej. Msza jest sprawowana "na pamiątkę" ostatniej wieczerzy i symbolizuje równocześnie ofiarę Jezusa na krzyżu, ale nie pamiątka jest jej istotą. Istotą Mszy jest Przemienienie chleba w Ciało Jezusa. Jezus przychodzi "personalnie i osobiście" na wezwanie kapłana. Jezus podczas Komunii zstępuje do naszych serc. Jezus  FIZYCZNE żyje w nas! Od tej chwili cokolwiek uczyniliście drugiemu człowiekowi - Mnieście uczynili. To jest istota Eucharystii. A teraz zastanów się: czy jeżeli zmieni się formuła wypowiadana w trakcie Podniesienia, to będą to słowa Jezusa? A na to się zanosi. Od dłuższego czasu słyszy się o naciskach na Papieża, by dostosował liturgię do "współczesności" Zgroza!

Przyznam się, że moje największe zainteresowanie Learym wiąże się z opowieściami o miejscach schronienia. W przeciwieństwie do KefasaTM wcale tego nie uważam za niemożliwe, bo cały czas mam w pamięci historię księdza Schifflera czyli człowieka, który wraz z wieloma innymi osobami przeżył wybuch bomby w samym centrum Hiroszimy (podobnie zdarzyło się w Nagasaki) . Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych a jego miłosierdzie przekracza nasze wyobrażenie, szczególnie gdy prosi Go o to Matka Jego Syna. Jednak opowieści o miejscach schronienia i szczegóły z tym związane wprawiały mnie w zakłopotanie, które uświadomił mi dopiero KafasTM. Wcześniej moje wątpliwości spychałem do podświadomości. Dzisiaj właśnie te przygotowania do wyjścia budzą moje największe obawy wskazując wręcz na gady jako źródło objawień.

Co do Znaku czyli Ostrzeżenia i Ty i ja wiemy, że nie mógł zdarzyć się pod koniec, ani w pierwszych miesiącach roku. Conchita z Garabandal która otrzymała prawdziwe objawienie od Maryi powiedziała, że Cud, który zdarzy się w niecały rok po Ostrzeżeniu, będzie miał miejsce między marcem i majem. Mówienie zatem, że Znak będzie "w sezonie piłkarskim" stawiało od razu autora objawień Learego w dwuznacznym świetle (niecały rok to prawie rok). Nie mniej ja mówiłem: kto wie - niezbadane są Boże wyroki. Biję się w piersi za swą naiwność podbudowaną chęcią znania przyszłości. Sądzę, że to nasz grzech powszedni, ta ciekawość jutra, ta chęć przygotowania się raczej na nieszczęścia niż na spotkanie z Jezusem. To obraźliwy brak zaufania do Bożej Opatrzności.

Na koniec chciałem pokazać pewien błąd, który robi współczesny ortodoksyjny Kościół, skądinąd mający jak najlepsze chęci, ale idący na łatwiznę. Chodzi mi o cytat na który powołał się KefasTM: "Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła"(1Tes 5). Pisząc ortodoksyjny kościół mam na myśli tych, którzy ze wszystkich sił starają się nie zgrzeszyć. Świadomy katolik DZISIAJ absolutnie nie może pozwolić sobie na takie postępowanie. Cała analiza KefasaTM (mimo, że użył tego cytatu) została zrobiona właśnie z zaangażowaniem w jak najlepsze poznanie zła, zrozumienie i rozpoznanie zagrożeń. Głupi to rodzic, co nie poucza dzieci o niebezpieczeństwach i jeszcze głupszy jeśli nie nakłada na nie obowiązku rozpoznawania zła. W dzieciństwie nakłaniany byłem do nauki rosyjskiego, bo język wroga trzeba znać. Dzisiaj, po dwu tysiącach lat trwania chrześcijaństwa i niesłychanym rozwoju nauk, ci którzy trzymają się od zła z daleka zamiast je poznać z bliska, świadczą, że niczego się nie nauczyli. Prawdziwie wierzący mogą brać węże do ręki bez obawy. Szkoda, że księża tego nie wiedzą, bo zamiast wspomnianego cytatu mówiliby: strzeżcie się pozorów dobra!

A tutaj jest miror wspomnianego blogu (dużymi literkami) .