List nr 56 - Co sądzisz o zapłodnieniu in vitro?

Zacznijmy od kobiet, które koniecznie chcą mieć dziecko, a nie mogą zajść w ciążę. Tak się dziwnie składa, że moje poglądy na ten temat trochę odbiegają od obiegowych, a mianowicie uważam, że stoją za tym hormony i tylko hormony - nie ma w tym ani grama miłości. Nasza chęć posiadania dzieci jest sterowana w naturze przez hormony, a jeżeli jest inaczej to stoi za tym ingerencja nienaturalna; niestety jest to fakt stwierdzony naukowo. Co innego miłość do dzieci, którą przelewamy na dziecko własne lub cudze. Zatem nazwijmy po imieniu silną chęć posiadania dzieci: jest to chcica (jak mawiali studenci za moich czasów). A chcica z miłością do dzieci nie ma nic wspólnego.

Drugą sprawą są poglądy religijne kobiet, i tutaj muszę przyznać, że świetnie rozumiem kobietę, która mówi, że zafundowała sobie dziecko metodą zapłodnienia in vitro a potem poszła do spowiedzi i poprosiła o rozgrzeszenie. Natomiast nie rozumiem pani minister zdrowia, która deklaruje, że jest katoliczką, a równocześnie popiera metodę in vitro uznaną przez Kościół za grzeszną. Czyżby pani minister należała do innej cywilizacji? W cywilizacji łacińskiej, a do takiej należy katolik, władza cywilna podlega etyce, a nie etyka władzy. Jeżeli katolik widzi, że nie potafi postępować etycznie na swoim stanowisku dowodzenia, to się z niego wycofuje, ale niestety w dzisiejszym czasie postępowanie etyczne wymaga prawdziwego heroizmu. Więc może lepiej aby pani minister w ogóle wstrzymała się od deklaracji religijnych, jeśli wie, że będzie miała przeciw sobie opinię publiczną rozbuchaną przez chcice? Działanie jest łatwiejsze gdy deklaruje się jedynie dobrą wolę i jest się jej wierny, niż gdy ogłasza się katolikiem. Noblesse oblige.

Wielu ludzi nie może się pogodzić z tym, że papież ma władzę uznania metody zapłodnienia za grzeszną, ale ma. Tylko, że głupio tę władzę sprawuje (czasami). Przypomnę Ci dwie sprawy, które powinny pomóc Ci to zrozumieć. W XVII lub XVIII wieku były rejony w Ameryce Południowej, gdzie misjonarze żyli w dżungli z dala od rzek, i gdzie w piątek jedzono kapibary (to gryzonie podobne do świnek morskich wielkości małych świni), które "uznano za ryby". Taką decyzję podjął papież, bo takie było jego prawo. Jeśli papież uzna, że będziemy pościć w czwartek zamiast w piątek to będziemy, bo on jest głosem Jezusa na Ziemi, on pasie tę owczarnię. Ale i papież może mieć wpadkę. Miał ją Paweł VI z encykliką Humanae vitae, w której zabrał głos w sprawie antykoncepcji. Uznał ją za grzeszną z wyjątkiem metody opartej na prawie naturalnym i uzasadnił właśnie naturalnością. Nazwa, to co innego, a przymiotnik pochodzący od Natury to co innego. I tutaj dopadli go naukowcy. Pokazali, że papież nie ma zielonego pojęcia o procesach prokreacyjnych w Naturze, bo są one tak bardzo inne od ludzkich, że uogólnienie wywróciłoby do góry nogami pojęcie normy zachowań naturalnych. Kościół w osobach duchownych jest gdy chodzi o Naturę niestety słabo wykształcony i wiedza przyrodnicza źle się w Nim rozprzestrzenia. (Ostatnio w pewnym wielkonakładowym czasopiśmie katolickim, ba! kościelnym, znalazłem arytkuł nakłaniający do konsumpcji GMO czyli "żywności Frankensztajna".) Dlatego gdy papież mówi, że zapłodnienie in vitro jest grzechem to wydaje decyzję, ale gdy zaczyna ją uzasadniać "naukowo" to czasami gada głupstwa.

Czy papież ma rację, czy moje sumienie? Bo może pani minister zdrowia ma prawo powiedzieć, że jej sumienie nie wyrzuca zapłodnienia in vitro jako grzechu? I czy papież może ogłosić jakiś czyn jako grzeszny wbrew temu co mówią nam nasze sumienia? Czy papież może się pomylić?

Nie może. Papież może się pomylić co do określenia czy jakaś metoda antykoncepcji jest naturalna czy nie, ale nie może się pomylić co do tego, czy uznać ją w ogóle jako grzeszną. Nieomylność papieża obiecał nam Jezus (Mateusz 16, 18), (Łukasz 22, 31), (Jan 21, 15), a potwierdził to Sobór Watykański I w 1870 roku. Bądźcie posłuszni mojemu papieżowi mówi Jezus do Vassuli Ryden. A ze zgodnością decyzji papieża z naszym sumieniem wiąże się rozpoznanie czasów ostatecznych, bo Antychryst będzie chciał wymusić na papieżu zmiany dogmatyczne, i gdy mu się to nie uda postara się go usunąć. Więc gdy pewnego dnia usłyszysz, że papież ogłosił nowy dogmat, a twoje sumienie krzyczy, to będzie znak, że to nie ten papież... tylko fałszywka.

Wielki konwertyta anglikański, kardynał John Henry Newman tak kiedyś powiedział: Gdybym miał sprowadzić religię do toastów po obiedzie (choć z pewnością nie o to chodzi), wypiłbym, rzecz jasna za Papieża, ale, jeśli można, jednak najpierw za Sumienie, a za Papieża później.

post scriptum
W książce o jodze(!) z biblioteki mojego ojca był wiersz Johna H. Newmana, który uważam za najpiękniejszą modlitwę (po Pater Noster, Ave Maria i Veni Creator), mianowicie The Pillar of the Cloud.


Prowadź mnie, Światło, swą błogą opieką,
  Światło odwieczne!
Noc mroczna, dom mój tak bardzo daleko,
  Więc Ty mnie prowadź.
Nie proszę rajów odległych widoku,
Starczy promyczek dla jednego kroku.

Nie zawsze tak się modliłem jak teraz,
  Światło odwieczne.
Sam chciałem widzieć, sam chciałem wybierać
  Swą własną drogę.
Pomimo trwogi łaknąłem barw świata,
Ufny w swą siłę. Przebacz tamte lata.

Tyś zawsze trwało, gdym przez głuchą ciemność,
  Przez bór, pustynię
Błąkał się dumny. O, czuwaj nade mną,
  Aż noc przeminie,
Aż świt odsłoni te drogie postacie,
Którem ukochał niegdyś, którem stracił.