List nr 52 - Dlaczego twierdzisz, że grzech pierworodny ciągle nam zagraża?

Coś mi się widzi, że musimy zrobić powtórkę materiału o grzechu pierworodnym. Było to tak: Bóg, miłość nieskończona, cierpiał. Cierpiał, bo nie mógł dzielić się szczęściem i nie był kochany, a to są główne "cechy" miłości, i z tej właśnie przyczyny zrodził Syna i Ducha Świętego. I od tej chwili był PEŁNIĄ. Ale Syn wraz z Duchem zapragnęli dać wyraz swojej miłości i tak narodził się plan nieskończonego jej pomnażania. Ponieważ podstawą prawdziwej miłości jest wolność niczym nie uwarunkowana, należało stworzyć "gwarancję", że każda istota stworzona, a więc nie tak doskonała jak Syn i Duch, nie wykorzysta wolności przeciw swemu Stwórcy. I tak doszło do stworzenia Maryi, przyszłej matki Boga-Człowieka, nieba, aniołów, a potem uniwersum materialnego, czyli szkoły. Wszystko to pięknie opisała Maria z Agredy. Oczywiście wyczuwasz od razu, że w tym kontekście grzech pierworodny jest czymś zupełnie innym niż mówi o tym "tradycyjna" eschatologia. Przypomnę Ci tutaj słowa Jezusa: Niebo jest jedno dla wszystkich dobrych (i tych ochrzczonych i tych nie ochrzczonych).

Lucyfer nie znał całości Bożych planów, dlatego nie widząc nikogo piękniejszego, mądrzejszego i potężniejszego od siebie, nie chciał przyjąć do wiadomości, że Syn Boży wcieli się w jakiegoś "zwykłego" człowieka i on, najdoskonalsze stworzenie, będzie musiał uznać Jego władzę i oddać Mu pokłon. Pamiętaj, że żaden z aniołów wtedy jeszcze nie widział Boga, dlatego decyzję o uznaniu cudzej zwierzchności uznał za niesprawiedliwą i zbuntował się. Dalej już wiesz. To, co najważniejsze w tym wstępie to zrozumienie, że żaden z nas nie może dokonać dobrego osądu w oparciu o swoją wiedzę.

Jak wiesz (list 22), moje wielkie problemy, moje rozdarcie, zaczęło się gdy przy całej mojej wiedzy o wolnej energii, reinkarnacji i konstrukcji uniwersum, zmagałem się ze słowami Jezusa: nie istnieje reinkarnacja. Słowa, które wówczas usłyszałem w sercu, zinterpretowałem oczywiście po swojemu, ale do dzisiaj nie widzę innego sposobu pogodzenia mojej wiedzy i mojej wiary, a także nie umiem wyobrazić sobie czegoś piękniejszego. W tym ujęciu Boże Miłosierdzie ukazuje swą PEŁNIĘ! Ale i z całą ostrością widzę wielkość odpowiedzialności za szansę jaką mi dano. Sądzę, że wcześniej Bóg nie mógł odsłonić nam tej tajemnicy, bo mogłaby nie być doceniona. Wiedza to odpowiedzialność, co oznacza, że wiedzą nie można szafować "po swojemu". Wiedza ta została dlatego odsłonięta, aby nikt nie mógł w przyszłości zarzucić Bogu, że nie zwrócono nam uwagi, na wyjątkowość objawienia Jezusa.

Kiedy mówiłem Ci o moich doświadczeniach z jogą, wspomniałem że jest dostępnych wiele technik uzyskiwania wyższych mocy. Gdy byłem u początków ścieżki jogi literatura polskojęzyczna na ten temat, szczególne ta do jakiej udało mi się dotrzeć, była uboga. Wraz z modą na reportaże ze świata dotarła do nas wiedza o sportach psychicznych ludzi z Dalekiego Wschodu, co w latach osiemdziesiątych znalazło swą kulminację w filmach z Brucem Lee i mnichami z klasztoru Shaolin. Już wszyscy wiedzieli, że tak się da, ale tylko wtajemniczeni wiedzieli jak. Ja sam dostawszy "poważne ostrzeżenie" trzymałem się od eksperymentowania z wiedzą ezoteryczną, z daleka. Ale wraz z książkami Roberta Monroe wróciło moje zainteresowanie tym innym światem, gdyż jego książka uświadomiła mi, że zaczyna się tym interesować nasza Nauka i wojsko, a tym samym sprawa staje się nie tylko ważna ale i groźna. Wolna energia to moc w dyspozycji osoby, ale i technologia, którą dysponować może pierwszy lepszy "naciskacz guzika". Z czasem wraz z upowszechnieniem objawień, internetu i otwarciem żelaznej kurtyny, okazało się, że jest o wiele gorzej niż myślałem. Okazało się, że kontakty technologiczne obcych cywilizacji z władzami, są o wiele dawniejsze i o wiele bardziej zaawansowane niż nam się może wydawać. Z ogromną ulgą powitałem na naszym rynku wydawniczym periodyk NEXUS, bo było to pierwsze pismo dostępne dla każdego, w którym można było znaleźć informacje inne niż w "środkach masowej manipulacji" (jak się ładnie ktoś wyraził o naszych komunikatorach). Ale oprócz wiedzy "zakazanej" na naszym rynku pojawiła się i to w ogromnej ilości wiedza nie dla wszystkich, czyli wiedza ezoteryczna, a tym samym została upowszechniona wiedza o dostępie do wyższych mocy.

Dla przeciętnego "dobrego" katolika chodzącego grzecznie do kościoła i słuchającego księży podkreślających, że zajmowanie się ezoteryką to grzech, może być wielkim szokiem, gdy zobaczy człowieka lewitującego w powietrzu w trakcie medytacji. A przecież tego może nauczyć się dosłownie każdy za jedne 2500 złotych (sic!) na licencjonowanym kursie medytacji transcendentalnej, i to niezależnie od przekonań religijnych. Metody i techniki transpersonalne (niech mi profesjonalni psychologowie wybaczą, że podkradnę im to śliczne określenie), czyli wychodzenie poza ciało, podróże astralne i poszerzanie jaźni są dostępne w tylu wersjach i metodach, że aż kręci się w głowie. Wspomniany kiedyś Courtney Brown zanim został szpiegiem psychicznym musiał przejść szkolenie w instytucie Roberta Monroe a potem kurs medytacji sidhis (a więc obejmujący latanie jogina). Wszystkie te czary-mary są na wyciągnięcie ręki z chwilą osiągnięcia odmienionego stanu świadomości, przy czym prawdziwa sztuka polega na tym, by jedna (najczęściej lewa) półkula mózgowa była w stanie beta, a druga w stanie theta lub gamma. Nauka panowania nad wolną energią może być rozpoczęta już w stanie jasnej świadomości, ale naprawdę efektywna staje się dopiero w stanach świadomości odmienionych. A potem można zacząć próbować wpływać własnym polem energetycznym na otoczenie czyli robić to, co dzisiaj uchodzi za cud.

Myślałem kiedyś o kuszeniu Jezusa na pustyni - to bardzo "prywatne" doświadczenie Jezusa z Szatanem odbyło się w samotności. Dlaczego było ono aż tak ważne, że Jezus zawsze skromny i powściągliwy, podzielił się z nami, i opisał je? I o tych moich rozważaniach z młodości przypomniałem sobie pewnego dnia, gdy zastanawiałem się, czy wypróbować pewne proste urządzenie do uzyskiwania odmienionych stanów świadomości. Nagle w Jezusie zobaczyłem Nowego Adama. Ta sama pokusa: nieograniczona wiedza, władza i chwała. Jabłko-Pokusa. I jeszcze jedno zdarzenie z młodości przypomniało mi się w tej chwili (gdy to piszę). Pewnego razu przy śniadaniu moja mała córeczka spytała: tatusiu, czy Pan Jezus robił cuda czy czary? No właśnie, czy wiesz czym różnią się cuda od czarów? Nie wiesz? To Ci powiem: czary się robi, a o cuda się prosi. Przy czarach mówimy: chcę!, a przy cudach - bądź wola Twoja.

Właściwie tutaj mógłbym ten list skończyć, ale pretekstem naszej rozmowy była Książka Drunvalo Melchizedeka Życie w Przestrzeni Serca, w której opisuje pewną swoją niewidomą przyjaciółkę, widzącą wszystko co się wokół niej dzieje (a nawet dużo więcej), na "wewnętrznym ekranie". Gdy o jej zdolnościach dowiedziała się NASA spytała, czy nie zechciałaby wziąć udziału w doświadczeniu testowym, a gdy testy wypadły pomyślnie - zrobiła dziewczynie "propozycję nie do odrzucenia"... Tak sobie myślę, że dla Szatana zaczyna się sezon łowiecki, a ezoterycy są najłatwiejszą do upolowania zwierzyną łowną.