List nr 48 - Czy teoria systemów jest teorią?

Jest to naprawdę dobre pytanie! Odpowiem Ci na nie pytaniem: czy matematyka jest teorią? Czy matematykę wymyśla się, czy odkrywa? Po chwili zastanowienia odpowiesz sobie sam. Odkryjesz, że struktura liczb w tajemniczy sposób odpowiada strukturze Rzeczywistości. Tylko proszę Cię, nie pytaj mnie, co to jest rzeczywistość!

Ponieważ w tym liście będzie kilka nazwisk zacznę od Petera Plichty, niemieckiego chemika, który pięknie opisał, w jaki sposób liczby pierwsze odwzorowują strukturę materii, czyli naszej rzeczywistości. Czy Plichta jest matematykiem? Sądzę, że żaden szanujący się matematyk do niego się nie przyzna.

O początkach teorii systemów mówiliśmy, że ich odkrywcą był genialny Ludwig von Bertalanffy. (Geniusz to ten, co wie wcześniej, choć niekoniecznie dokładnie.) Zaproponował by przepływowe układy żywe, które do istnienia potrzebują energii, nazwać "systemami dynamicznymi". Nie zdawał sobie sprawy, że dokonał skoku ewolucyjnego nauki, że myśląc indukcyjnie odkrył nową jakość pojęciową - jednak popularyzując słowo system wprowadził niezłe zamieszanie.

Tu kolejna dygresja. Kiedy w latach czterdziestych odkrywca stresu Hans Selye usiłował spopularyzować mechanizm stresu, napotkał wielki problem: nieopatrznie zupełnie nowe zjawisko nazwał słowem funkcjonującym obiegowo w języku angielskim i mającym ustalone znaczenie. Słowo to wywoływało niewłaściwe skojarzenia i dużo czasu minęło zanim medycyna przyswoiła sobie pojęcie stresu.

Z systemem stało się podobnie, a złożyły się na to dwie sprawy. Po pierwsze "nauki ścisłe" są systemem (sic!) dedukcyjnym, a oznacza to, że jeżeli jakiegoś twierdzenia nie da się udowodnić, to jest ono nienaukowe. Pojęcie nienaukowe jest co najwyżej hipotezą, a w tamtych czasach udowodnić udawało się jedynie twierdzenia dotyczące systemów liniowych. Wiązał się z tym spektakularny sukces systemów związanych ze sterowaniem i regulacją. W dodatku prace nad sterowaniem inicjowało wojsko, zatem pracowali nad nimi najlepiej opłacani najlepsi naukowcy. Tak jak Bertalanffy odkurzył słowo system, tak Norbert Wiener nobilitował starodawne słowo cybernetyka. O teorii systemów zapomniano - przez długi czas królowała cybernetyka.

Drugą sprawą jest system liczb jako narzędzie poznania. Rzeczywistość, czyli zjawiska fizyczne poznajemy przy pomocy języka matematyki. Jeśli Chińczyk spotka się z Polakiem przy tablicy, a obydwaj będą fizykami to możesz być pewien, że świetnie zrozumieją się, bo będą rozmawiać językiem matematyki, no chyba, że będą chcieli porozmawiać o zjawiskach jeszcze nie opisanych matematyczne. Matematyka dysponuje pewnym wyrafinowanym narzędziem, które jest przedłużeniem (ekstensją) naszej wyobraźni, mianowicie systemem liczb zespolonych. Składnik urojony liczby zespolonej jest operatorem wyjścia poza system (typu "jak w dziczy"), ale nie został jeszcze dotychczas stworzony (wynaleziony, skonstruowany, odkryty) system liczb zespolonych składających się z liczby liniowej i dwuliniowej. Nie ma języka, w którym można by wnętrze i otoczenie systemu (w sensie ogólnym) opisać spójnie.

Błąd w rozumieniu ogólnej teorii systemów umocnił się z powodu sukcesu teorii gier. Gdy na początku lat czterdziestych zaczęto zastanawiać się nad szkoleniem pilotów, problemem było znalezienie optymalnej strategii walki, niezależnej od talentu pilota. Ponieważ były to początki algorytmizacji obliczeń John von Neumann wykorzystał swoje wcześniejsze pomysły matematyczne i tak narodził się pierwszy problem wyboru: dylemat więźnia. Sprawa była na tyle intrygująca, że rzuciła się na nią cała rzesza matematyków, a ten rodzaj problemów nazwano teorią gier. Jeśli chwilę zastanowisz się to spostrzeżesz, że wszystkie stworzenia w przyrodzie grają: o energię, o informację, o przetrwanie w potomstwie, o szczęście... I wszystkie te gry prowadzone są "w dziczy", lub "w rodzinie" gdzie panują całkiem inne zasady walki, ale niestety matematycznie tego nie widać. Matematyka odnotowuje tyko sukces lub jego brak. Tym samym nie widać, że teoria gier jest de facto ułomnie sformułowaną teorią systemów, za to w niektórych wypadkach odnotowuje sukcesy w postaci rozwiązań ścisłych. Taką dziedziną są na przykład gry o sumie zerowej. Pewnie zaintryguje Cię fakt, że ekonomia jest grą o sumie zerowej, czyli grą, w której gdy jeden zyskuje, drugi musi stracić. "Nie ma darmowych obiadków" jak mawiał Milton Friedmann.

Anegdotą losu jest fakt, że jeden z najwybitniejszych polskich cybernetyków, Marian Mazur, otarł się o istotę ogólnej teorii systemów, ale jej nie dostrzegł. Jego system autonomiczny i autonom to systemy w pojęciu OTS, ale analizowane są w aspekcie przepływu energii i informacji. Mazur nie dostrzegł w systemie cyrkulacji i momentu pędu jako naturalnej jednostki wewnątrzsystemowej, a przez to nie uzyskał poprawnych wyników ilościowych, chociaż wnioski jakościowe w niektórych wypadkach są zdumiewające a nawet genialne. Próbując cybernetycznie opisać charakter człowieka, na wiele lat przed Robertem Axelrodem opisał i to w wielu wariantach strategię "wet za wet". Jest to zasada bycia wzmacniającym lustrem dla adwersarza: dla dobrego bądź jeszcze lepszy od niego, a dla agresywnego jeszcze bardziej agresywny niż on! Jest prawie oczywiste, że to sprzyja powstawaniu systemów typu "w rodzinie" i zniechęca do działań "jak w dziczy". Działania kolektywne są w przyrodzie (prawie) zawsze efektywniejsze od egoistycznych. To Marianowi Mazurowi zawdzięczam zrozumienie zachowań systemów trwale sprzężonych, co pozwoliło mi już w 1981 roku przewidzieć, że komunizm upadnie bezkrwawo, a to dlatego, że dwóch głównych graczy, Jaruzelski i Wałęsa, ograniczyło reaktywność poniżej 1, co opisałem w pracy na pewien konkurs. W trakcie pisania tej pracy dotarło do mnie, że sprawiedliwość w systemie to nie to samo, co sprawiedliwość w układzie (dzisiaj mówię "w rodzinie" i "w dziczy"). Przy osądzaniu w jednym wypadku kryterium podziału wiąże się z uczestnikami systemu, w drugim jest zależny od kryteriów sędziego. W tym pierwszym prowadzi do prawdziwego rozwoju systemu, w tym drugim do prostego rozrostu. Ten pierwszy dba o rozwój ludzkości, czyli wszystkich osób - ten drugi o rozwój gatunku "homo sapiens".

Mazur jako teoretyk potrafił wyciągać genialne wnioski o zachowaniu systemów z własności ich sprzężeń i reaktywności, natomiast genialnym praktykiem wykorzystującym własności systemów i strategię "wet za wet" jest amerykański psychiatra Frank Farrelly. Odkrył, że agresja zrytualizowana jest doskonałą metodą terapeutyczną w przypadku wycofania się pacjenta z życia. Agresja zrytualizowana nie jest walką, jest grą i pacjent jest tego świadomy, ale psychiatra w trakcie terapii jest tak nieznośny, że pacjent w końcu zaczyna reagować i przechodzi do kontrataku. Chory zaczyna na powrót żyć!

"W dziczy" i "w rodzinie" - dwa różne środowiska bytowe, dwa różne desygnaty (lub deskrypty) a określenie system obowiązuje cały czas, bo działają granice. Przyczyną wyczuwania granic są siły łączące podsystemy w całość i związane z nimi przepływy energii, a odmian tych sił może być nieskończenie wiele. Mogłoby się wydawać, że ludzie i zwierzęta żyją w środowisku "bezgranicznym", a wówczas system staje się układem, a wnętrze systemu środowiskiem, w potocznym tego słowa znaczeniu. Jednak tak nie jest. Jesteśmy połączeni z Ziemią wieloma wzajemnymi powiązaniami i koncepcja Gaji, Jamesa Lovelocka jest bardzo bliska prawdy. Ta prawda niedługo się odsłoni i zobaczymy, że system Ziemia jest w stanie krytycznym.

Wracając do pytania, czy teoria systemów jest teorią odpowiem Ci, że poglądy naukowców na temat teorii nie interesują mnie - mój światopogląd to wiara w Boży SYSTEM. Kiedy dotrze do nas, że mamy braci mądrzejszych od nas to przyswoimy sobie od nich pojęcie STO i STS, i ktoś kiedyś wymyśli lepsze określenie niż teoria, a na razie mamy Ogólną Teorię Systemów, OTS.