List nr 38 - Co sądzisz o braniu komunii na rękę?

Jest to pytanie typu: czy chciałbyś znaleźć się na miejscu Piłata? (trzymać w ręku życie Jezusa) Odpowiedź w moim wypadku brzmi 'nie' bo z jednej strony wiem, że choćbym nie wiem jak starał się Jezusa uratować, to nie udałoby mi się, to z drugiej strony myśl, że coś spaprałem, że nie wykorzystałem wszystkich szans, nie opuściłaby mnie nigdy.

Ludzie mówiąc o braniu komunii św. na rękę nie mają pojęcia o czym mówią. Są niewyobrażalnymi arogantami i ślepcami. Komunia św. to nie kawałek chleba - to sam Bóg we własnej osobie. Tylko będąc zaślepionym przez Szatana głupcem można powiedzieć, że wierzy się w Jezusa Chrystusa a nie wierzy w jego fizyczną obecność w eucharystii. Zresztą winę za niezrozumienie przez ludzi tego problemu ponoszą głównie księża, no bo czy słyszałeś z ambony kiedyś stwierdzenie, że jesteś monstrancją, że jesteś tabernakulum, że jesteś żywą świątynią? A przecież to najprostsze spostrzeżenie wynikające z faktu uświadomienia sobie czym jest komunia św. To, że nie słyszałeś wcześniej takich słów wynika z nieuświadomienia sobie tego przez samych księży. Oni sami tym co mówią dają świadectwo, że ich życie "z Jezusem" jest tylko teorią. Czy można zatem mieć pretensje, że i wierni lekko to sobie traktują?

Z wiekiem i w miarę jak wzrasta wiara człowieka w obecność Boga w nas, zmienia się równocześnie nasz stosunek do Niego i nasze zachowanie. Stajemy się bardziej uważni na to co robimy. Małe, dobrze przygotowane do komunii dziecko,  po przyjęciu Jezusa do serca zachowuje się jakby niosło pełne wody naczynie, uważa na każdy swój krok. Dorosły uważa nie tylko na każdy krok ale i na każdą myśl. Czy wyobrażasz sobie, że mógłbyś byle jak iść koło króla i paplać co Ci ślina na język przyniesie? Ale gdy nie uświadamiasz sobie kim jest Bóg, zachowujesz się jak bachor bez serca, co to uważa, że rodzice są stworzeni do spełniania jego zachcianek. Tylko w takim umyśle może zrodzić się myśl: on dostał komunię do ręki, to ja też chcę, nie jestem przecież gorszy!

Sobór pod natchnieniem Ducha Świętego przyjął takie zmiany w liturgii by sacrum zbliżyć do profanum. Jezus chce zbliżenia do nas, chce mieszkać nie tylko w nas ale z nami. Przez lata Kościół wyrabiał w nas wyobrażenie o chwale i majestacie Boga, teraz nadszedł czas by przybliżyć nam Jego ojcowskość. Jezus chce żyć z nami, w naszych domach. Pamiętam swoje przeżycie, gdy odwiedziłem pewnego księdza, a on był właśnie zajęty, więc poprowadzono mnie do sutereny gdzie miałem na niego zaczekać. I jakie było moje zdziwienie, gdy spostrzegłem, że jestem w kaplicy - nagle poczułem się "u siebie", tutaj mieszkał mój Jezus! Zapewniam Cię, że wszyscy w tamtym domu zachowywali się tak, jakby jego właścicielem nie był ksiądz, tylko Jezus. I taka z grubsza była intencja soboru: przybliżyć Boga do życia codziennego aby życie codzienne usakralizować. Ale my jak zwykle źle rozumiemy zdanie, że Bóg chce żyć w poufałości ze swoimi synami.