List nr 19 - Czy ty byłeś joginem? (dokończenie)

Jest dość obszerna literatura poświęcona zjawisku udostępniania swojego ciała do działań bytom bezcielesnym. Są ludzie, którzy twierdzą, że przez nich działają zmarli, np. tak działają niektórzy uzdrowiciele. Są ludzie określający się jako czarownicy, którzy nie tyle wykorzystują swoje zdolności wynikające z rozwoju czakramów, ile korzystają z usług duchów (dusz, które nie odeszły z Ziemi, tylko 'kręcą się' w jej pobliżu), a także różnych tajemniczych istot bezcielesnych i bytów wyższych (bytów z wyższych płaszczyzn wibracji). Są w końcu ludzie, którzy takim tajemniczym istotom oddają się bez reszty. Przykładem tych ostatnich jest popularny u nas Sai Baba lub cytowany przeze mnie Geoff Boltwood. Nie wiemy co za istoty opanowały tych ludzi; nie można o nich powiedzieć, że są jednoznacznie złe, bo ci ludzie świadczą dużo dobrego jednak są totalnie ubezwłasnowolnieni przez swoich "gości".

Ci, którzy wysługują się duchami zmarłych i innymi bytami bezcielesnymi "podają paluszek diabłu", bo ten sposób działania uzależnia i wiąże, jak każde działanie w którym człowiek karmi swoje 'ja' czyli pychę.

O uzdrowicielach, którzy mają czyste serca i dobre intencje gdy udostępniają swoje ciała, by przez nich działały duchy nie mam swojego zdania... Ale jest jeszcze jedna płaszczyzna kontaktów z bytami bezcielesnymi. Idzie mi o tych, którzy szukają mistrzów i przewodników na drodze rozwoju duchowego. Człowiek, który chce się doskonalić jest idealnym kandydatem do opętania. Niebezpieczeństwa są dwa. Jedno polega na postawie wewnętrznej ucznia. Dam konkretny przykład. Ostatnio ogromną popularnością cieszy się u nas Enneagram, system klasyfikacji typu i dynamiki charakteru człowieka, jaki został udostępniony nam przez tajemniczego Georgija Gurdżijewa, (jako system pochodzący od sufich) a spopularyzowany przez P.D.Uspieńskiego, rosyjskiego pisarza i podróżnika. System ten dotykając rudymentarnych mechanizmów regulacji dynamiki charakteru człowieka, pozwala wręcz zobaczyć mechanizm działania jego charakteru i powiedzieć co da się z człowiekiem zrobić, a co nie  - oczywiście mówimy o człowieku zdrowym, choć nie w pełni wykorzystującym możliwości tkwiące w jego charakterze. Taki człowiek wie jaki ma typ chraktru i co może, a co nigdy nie będzie dla niego osiągalne. Wie na czym polega jego wrażliwość, która jest jego słabością ale równocześnie największym darem. I w tym momencie może powiedzieć: Panie Boże, już nic mi nie mów - wiem jakie cechy mi dałeś i co mam z nimi począć. Od tej chwili  człowiek przestaje słuchać sumienia, zaczyna pracować nad swoim charakterem, dążyć do doskonałości! On wie na czym ta doskonałość polega, ma naprawdę świetną ściągę w garści. Najtragiczniejsze w tym wszystkim jest, że nie jest to zupełnie rozumiane przez księży, którzy "kupili" Enneagram jako świetną "instrukcję obsługi" do wyregulowania charakteru człowieka.

Drugie niebezpieczeństwo to poszukiwanie mistrza lub przewodnika duchowego. Chyba wszystkie systemy Wschodu zakładają, że wiedza nie przychodzi z Nieba tylko od człowieka, który WIE. On ma wiedzę, mądrość i doświadczenie, on przeszedł tą drogę pierwszy i należy się na nim oprzeć. Co więcej, niektórzy mistrzowie lub systemy wręcz każą otworzyć się na światło i prosić o zjawienie się przewodnika duchowego (bezcielesnego). I on się zjawia!!! Jest samym światłem - tylko nie pytaj mnie dokąd zaprowadzi adepta wyższych wtajemniczeń. Najgorsze w tym jest to, że taki opętany człowiek nie jest w żaden sposób świadom opętania, jest odporny na wszelkie próby egzorcyzmowania - jest przekonany, że kroczy Ścieżką Jasności.